trzy kroki wstecz / three steps back

(ENG.below) Depresja nie zna litości.

Trzyma mnie już niemal trzy tygodnie, w trakcie których podarowała dwa dni bez symptomów. Dzięki temu, że zażywam Lit, skończyły się szybkie zmiany faz, a zaczęły dłuższe fazy…takie jak ta.

Są dni, kiedy przyznaję sobie punkty za każde osiągnięcie. Wstałam. Trzy godziny odpoczynku. Umyłam się. Godzina odpoczynku. Ubrałam się. Dwie godziny odpoczynku. Narysowałam coś, to mnie uspokaja. Zjadłam. Godzina snu. Z psem wychodzi głównie mój mąż. Gdy wylosuję szczęśliwy numerek i mam lepszy dzień, idę biegać (już nie regularnie). W mój najlepszy dzień spotkałam się z kolegą. Poprzedniego dnia czekając na przyjaciela dostałam urojeń i musiał mnie odprowadzić do domu. Są też momenty jeszcze gorsze, gdy przychodzą obsesyjne myśli samobójcze i takie o samookaleczaniu. Wewnętrzna destrukcyjna siła podpowiada mi, że to mi pomoże, przyniesie ulgę. Łykam jeden Lorazepam za drugim. Modlę się do antydepresantów, żeby w końcu zadziałały.

Zaczęłam rezygnować. Wycofałam się z nagrywania podcastów. Wycofałam się z projektu artystycznego. Przestałam pisać artykuły o sztuce – trzeci projekt. Każda inicjatywa jest jak Mount Everest, obarczona gigantycznym progiem, na który, jak mi się wydaje, nie dam rady się wspiąć.

Jedyne co pomaga, to rysowanie na balkonie. Mogę tak siedzieć dwie, trzy godziny, bo jest u nas już ciepło. Czuję się trochę jak w przedszkolu. Nic nie muszę, mogę się tylko bawić. A ta zabawa mnie uspokaja i gruntuje.

Dziś jedziemy nad rzekę. Temperatura wody: 7 stopni. Mam zamiar wskoczyć. To zawsze dostarczało mi dużo radości. Może naładuję baterię na kilka godzin. Może ruminacje sobie pójdą. Może rzeka obudzi we mnie chęć życia choć na trochę dłużej. Jeśli nie…mój lekarz doradza kolejną hospitalizację.

Depression knows no mercy.

She has been pushing on me for almost three weeks, during which she gave me two days without symptoms. By taking Lithium, the rapid phase changes are over and longer phases have started… like this one.

There are days when I give myself points for every achievement. I got up. Three hours of rest. I washed myself. One hour of rest. Dressed up. Two hours of rest. I drew something, it calms me down. I ate. One hour of sleep. Mainly my husband goes out with the dog. When I draw a lucky number and I have a better day, I go jogging (not regularly anymore). On my best day, I met my friend. The previous day, while waiting for another friend, I got delusional and he had to walk me home. There are also even worse moments when obsessive thoughts about suicide and self-harm come. The inner destructive force tells me that it will help me, it will bring me relief. I swallow one Lorazepam after another. I pray to the antidepressants so they’ll finally work.

I began to quit. I have withdrawn from recording podcasts. I withdrew from the art project. I stopped writing articles about art – third project. Each initiative is like Mount Everest, burdened with a gigantic threshold, which I think I will not be able to climb.

The only thing that helps is drawing on the balcony. I can sit like this for two or three hours because it’s already warm in our place. I feel a bit like in a kindergarten. I don’t have to do anything, I can only have fun. And this drawing play calms me down and grounds me.

Today we’re going to the river. Water temperature: 7 degrees. I’m going to jump in. It has always been a lot of fun for me. Maybe I’ll charge the battery for a few hours. Maybe the ruminations will go away. Maybe the river will make me want to live a little longer. If not… my doctor advises another hospitalization.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.