Überlebenskunstler

(ENG.below)  Piątek. Zasnęłam między zajęciami, po obiedzie, przy stole bilardowym (stół i piłkarzyki – obowiązkowe wyposażenie wariatkowa).

Dziś grupa pod tytułem „Troska o samego siebie”. Wybieraliśmy obraz, który podpowiada nam nasze „jelitko”, nie głowa (z angielskiego „gut feeling”, tłumaczę to sobie jako „intuicja jelitkowa”). Do mnie bez żadnych ceregieli przemówił portret wilka w śniegu. Nie mam nic wspólnego z wilkami, albo tak mi się dotychczas zdawało; co więcej, do dziś uważałam obrazki z wilkami za nieco pretensjonalne; taki „kiczowaty szamanizm”. Jednakże moje jelitko nie chciało żadnego innego obrazka – ani leżaka pod jabłonką, ani kobiałki malin, ani małej, dumnej z grabienia liści dziewczynki.

Gdy w następnym kroku wypisywaliśmy skojarzenia do obrazów, przychodziły mi do głowy pewne paradoksy: rodzinny samotnik, zdeterminowany – wie kiedy podążać za celem, zarazem wie kiedy odpuszczać, poważny i lubiący się bawić, wyrwały długodystansowiec i zwinny sprinter. Gdy czytaliśmy skojarzenia innych osób do wilka, pojawiło się określenie, które zwaliło mnie z nóg: Überlebenskunstler, czyli w wolnym tłumaczeniu „Artysta Przetrwania”.

Tak, jestem Artystką Przetrwania. Przetrwałam już setki epizodów, faz, interwencji, leków, sesji terapeutycznych, impulsów samobójczych; przetrwałam tysiące momentów nadziei i tysiące rozczarowań. I z tego miejsca mówię chorym braciom i siostrom:

tak, jesteśmy Artystami Przetrwania.

Friday. I fell asleep between classes, after dinner, by the billiard table (billiard table and table football – obligatory equipment of an asylum).

Today, the group titled „Caring for Yourself.” We were choosing an image that our „intestine” intuition tells us to choose, not the head and reason (I translate English „gut feeling” for myself as „intestinal intuition”). To me, without any doubts, spoke a portrait of a wolf in the snow. I have nothing to do with wolves, or it seemed to me so far; what’s more, until today I thought the pictures with wolves were a bit pretentious; such „kitschy shamanism.” However, my intestine did not want any other picture – not a sunbed under the apple tree, nor raspberry cartoons, or a small, proud girl raking leaves.

When in the next step we wrote associations to the images, some paradoxes came to my mind: a family loner, determined – knows when to follow the goal, at the same time knows when to let go; serious and playful, a long-distance runner and agile sprinter. When we read the associations of other people to the wolf, a term appeared that knocked me off my feet: Überlebenskunstler, meaning in free translation „The Artist of Survival.”

Yes, I’m an Artist of Survival. I have survived hundreds of episodes, phases, interventions, drugs, therapeutic sessions, suicidal impulses; I have survived thousands of moments of hope and thousands of disappointments. And from this place I tell sick brothers and sisters:

yes, we are Survival Artists.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.