Ucieczka / Escape

(ENG.below the image) Nie zakładałam, że dziś będę pisać, ale wczoraj wydarzyło się coś, z czym chyba nie chcę zostać sama. No dobra, trochę chcę, bo się wstydzę, a trochę nie chcę, bo potrzebuję wsparcia.

Mój mąż zasnął wcześnie, bo źle się czuł. Walczył z sennością, bo mówiłam mu, że spadł na mnie ogromny czarny ciężar, płakałam i prosiłam go, by pozwolił mi umrzeć. Błagałam, by umożliwił mi eutanazję, albo jakoś mi pomógł ostatecznie pożegnać się ze światem. Że nie dam rady już tak żyć, nie mam siły – tego samego dnia rano byłam euforyczna; kto podróżuje w dwanaście godzin od bieguna do bieguna, ten musi być wyczerpany, jak się pewnie domyślasz. Mój drogi nie zasypiał, ale w końcu nie wytrzymał. Uspokoiło nas też to, że wzięłam Zyprexę i Lorazepam, żeby wrócić do „normalności” i zasnąć. To zawsze pomaga.

Wczoraj nie pomogło.

Wyobraź sobie, że o czymś marzysz, a to marzenie jest w zasięgu ręki. Całe twoje ja podpowiada ci, że to i właśnie to przyniesie ci szczęście, spełnienie, ulgę albo chociaż zakończy twoje cierpienia. Będzie to doskonałe rozwiązanie. Nie czujesz, że to atak psychozy. Pragniesz tego jak niczego innego w życiu; tego spokoju, świętego, przeklętego spokoju.

Wszystkie leki trzymamy w sejfie, ale tego wieczoru odkryłam paczkę Stillnoxu, zupełnie niewinnie leżącą w moim zasięgu. Przypadek, zaniedbanie, nieważne. Gdy moja choroba dyktowała mi list pożegnalny, pisałam jednocześnie SMSy do mojego asystenta psychiatrycznego. Był w miejscu z ograniczonym zasięgiem, nie mógł do mnie zadzwonić. Nie mógł mnie przekonać. Nikt nie był w stanie mnie przekonać.

Fakt, że dzisiaj piszę ten tekst oznacza, że mi się nie powiodło, prawda?…

Nie czytałam dziś mojego pożegnalnego listu. Chyba nie chcę wiedzieć, w jakim byłam stanie, jakie słowa dyktował mi atak samobójczo-psychotyczny. Mój mąż nalega, bym poszła na jakiś czas do kliniki, ale ja chcę jechać do rodziny na święta…

Okryam wczoraj, że pewnego dnia się nie powstrzymam, nie będę miała dość siły.
Dlatego dziś mam dzień roślinny: czuję się jak mała, zielona łodyżka, którą trzeba się troskliwie opiekować.

Jeśli chcesz mi pomóc zakorzenić się w rzeczywistości, napisz do mnie maila z jakimś dobrym słowem: zuzanna.koronska.itten@gmail.com To taki…prezent przedświąteczny dla kogoś, kto wczoraj nie chciał już mieć żadnych świąt. Nigdy więcej.

I didn’t assume that I would write today, but yesterday something happened that I don’t think I want to be alone with. All right, I want a bit to be my myself, because I’m ashamed and I don’t want to be alone at the same time, because I need support.

My husband fell asleep early because he felt sick. He fought drowsiness because I told him that a huge black weight fell on me, I cried and asked him to let me die. I begged him to allow me euthanasia or somehow help me finally say goodbye to the world. That I can’t live like this anymore, I have no strength – the same morning I was euphoric; who travels in twelve hours from pole to pole must be exhausted, as you probably guess. My dear did not fall asleep, but finally he could not bear the drowsiness anymore. It also reassured us that I took Zyprexa and Lorazepam to return to „normality” and fall asleep. It always helps.

Yesterday it did not help.

Imagine that you are dreaming about something and this dream is within your reach. Your whole self tells you that this and that will bring you happiness, fulfillment, relief or will end your suffering. It will be absolutely the best solution to all your problems. You don’t feel it’s a psychosis attack. You want it like nothing else in your life; this peace, holy, damn peace.

We keep all the drugs in the safe, but that evening I discovered a packet of Stillnox, laying completely innocent within my reach. Chance, neglect, never mind. When my illness dictated a farewell letter, I wrote SMS to my psychiatric assistant. He was in a place with limited range, he could not call me. He couldn’t convince me. No one was able to convince me.

The fact that I am writing this text today means that I have failed, right? …

I haven’t read my farewell letter today. I don’t want to know what state I was in, what words the suicide-psychotic attack dictated to me. My husband insists that I go to the clinic for a while, but I want to go to the family for Christmas …

I discover yesterday that one day I will not be able to resist, I will not have enough strength to win with my sick self.

That is why today I have a „plant day”: I feel like a small, green stalk that needs to be looked after with care.

If you want to help me root myself in reality, write me an email with some good words: zuzanna.koronska.itten@gmail.com

This would be… a Christmas gift for someone who did not want to have any Christmas yesterday. Ever again.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.