ultraszybka / ultrafast

(ENG.below) Mam nadzieję, że ten wpis przyczyni się do zrozumienia, czym jest w chorobie afektywnej dwubiegunowej/schizoafektywnej* (*połączeniu choroby dwubiegunowej i schizofrenii) szybka lub ultraszybka zmiana faz.

Poranek: czuję się całkiem nieźle. Idę z psem na spacer. Brak symptomów. Nastrój w porządku.

Południe: wciąż spokojna, pozytywnie zmęczona po 8-kilometrowym marszu.

Popołudnie: dostaję wiadomość, że sprzedałam prace z wystawy na zamku i zarobiłam za nie tyle, ile nigdy wcześniej za własną sztukę. Hasam po ulicy, podskakuję z radości. Piszę do rodziny, chcąc się podzielić swoim sukcesem, a pod maską ochronną mam banana na twarzy. Dostaję energetycznego kopa, chce mi się tańczyć, śpiewać, opowiadać dookoła o tym, co mi się przydarzyło. Radość, szczęście i duma tryskają ze mnie niepowstrzymanym strumieniem. Wracam do domu i wiem, że powinnam jakoś pozytywnie spożytkować moją energię – idę więc biegać. Gdzieś w tyle kołacze mi się myśl, że „im większa góra, tym większy dół”, ale wydaje mi się, że w taki dzień mój mózg chyba mi tego nie zrobi?…

Godzinę później: zaczyna się smutek. Że nawet cieszyć się nie mogę jak zdrowi ludzie, bo nadmierne emocje mi szkodzą. Bo powinnam przecież zachować umiar we wszystkim – inaczej wystrzeli mnie w kosmos albo manii, albo depresji, albo jednego i drugiego. Zaczynam się bać, co będzie za chwilę, a co może już się zaczyna… i jednocześnie wściekać na chorobę. Walę się pięścią w głowę, kilka razy. Pieprzony mózg! Zdrajca! Znów mnie zawodzi!

Pół godziny później: jest coraz gorzej. Przypływają myśli samobójcze i stają się coraz bardziej natarczywe. Tak, tak, jesteś zepsuta, zawsze będziesz, nic się nie zmieni, do dupy z takim życiem, nie chcemy tak żyć, nikt by nie chciał! Połamana laleczka! Skończ z tym! Wiesz, że zawsze tak będzie! Nie chcemy tak już dłużej żyć!

Biorę Lorazepam. Zamierzam się położyć do łóżka lecz wiem z doświadczenia, że w ten sposób tylko zapadnę się w ciemność jeszcze bardziej. Zaczynam więc sobie wyobrażać atak depresyjno-samobójczy jako przeciwniczkę na ringu. Taką totalnie nie fair, wiesz. Wali poniżej pasa, celuje tak, by spowodować bolesną kontuzję albo zupełnie usunąć mnie z gry. I tym razem walczę naprawdę mocno i zawzięcie. Nie kładę się do łóżka. Wizualizuję sobie tę wymianę ciosów, co dodaje mi energii. Potem włączam kolejną strategię: rozproszenie uwagi (z niemieckiego: ablenkung). Zabieram się za odświeżanie moich stron internetowych i przygotowywanie produktów świątecznych w moim designerskim sklepiku. Zapominam o śmierci. Skupiam się na zadaniu.

Godzinę później wstaję do kolacji. Mam już siłę mówić. Ale tracę ją z chwili na chwilę. Znów odzywam się za cicho, zbyt niewyraźnie. Przypływa depresyjne zmęczenie.

Odganiam je tworzeniem tego wpisu.

Hopefully this post will help you understand what fast or ultrafast phase change is in bipolar / schizoaffective disorder * (* a combination of bipolar disorder and schizophrenia).

Morning: I’m feeling pretty good. I go with the dog for a walk. No symptoms. The mood is fine.

Noon: still calm, positively tired after the 8-km walk.

Afternoon: I get a message that I have sold my artworks from the exhibition at the castle and have earned as much for them as never before for my own art. I start jumping and running down the street, laughing out loud with joy. I am writing to my family to share my success and I have a banana on my face under my face mask. I get an energetic kick, I feel like dancing, singing, talking about what happened to me to everyone I meet. Joy, happiness and pride gush out of me in an unstoppable stream. I come back home and I know that I should use my energy in some positive way – so I go jogging. Somewhere in the back of my mind I am recalling the menacing words that „the higher the top, the deeper the bottom”, but it seems to me that on such a day my brain won’t do it to me? …

One hour later: sadness and grief begin to grow in me. That I can’t even enjoy myself like healthy people, because excessive emotions hurt me. Because I should be moderate in everything  – otherwise, it will launch me into space, either mania or depression, or both. I am starting to be afraid of what will happen in a moment and what may already be starting … and at the same time angry about the disease. I hit my head with my fist a few times. The fucking brain! Traitor! He’s failing me again!

Half an hour later: it gets worse. Suicidal thoughts flush and become more and more persistent. Yes, yes, you are broken, you will always be, nothing will change, damned be life like this, we don’t want to live like this, nobody would! Broken doll! End with it! You know it will always be like this! We don’t want to live like this anymore!

I’m taking Lorazepam. I am going to go to bed, but I know from experience that this will only make me fall into darkness even more. So I begin to imagine a suicide-depression attack as an opponent in the ring. She is totally unfair, you know. She’s banging below the belt, aiming to cause a painful injury or remove me from the game. And this time I am fighting really hard and fiercely. I don’t go to bed. I visualize this blows exchange, which gives me some energy. Then I turn to another strategy: distraction (in German: ablenkung). I start refreshing my websites and preparing Christmas products in my designer shop. I forget about death. I focus on the task at hand.

An hour later I get up for dinner. I already have the strength to speak. But I lose it moment by moment. I am speaking too softly again, too indistinctly, muttering and whispering. Depressive fatigue comes.

I’m pushing it away by creating this blog entry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.