Uśmiechnij się! / Smile!

(ENG.below) Dziś trochę ze słabości będzie, bo dopadła i mnie w końcu grypa żołądkowa, krążąca w centrum kryzysowym od jakichś dwóch tygodni. Chorowali już pacjenci, chorowały pielęgniarki/pielęgniarze; trochę jak w przedszkolu. Nie pomogły nawet płyny dezynfekujące i porządne mycie naczyń. Mam więc dzień wolny, który spędzam w przeważającej części w łóżku bądź w toalecie.

Nie wiem dlaczego, mimo, że od niedawna na moim niebie świeci znów gwiazdka nadziei, mam dziś sporadyczne myśli samobójcze. Myślę, że to walka przeciwieństw – tej, która marzy o szczęśliwym życiu i tej, która się boi, że (znów?) ten obraz wysunie mi się z rąk, a szczęście oddali do bliżej mi nieznanej krainy szczęśliwych ludzi – do których przecież nie należę. Zdałam sobie dziś sprawę, że w moim otoczeniu, bliższym i dalszym, znajduje się co najmniej 5 osób, które usiłowały popełnić samobójstwo; fakt, że wciąż są w moim otoczeniu wskazuje, że im się nie udało. Czy są z tym szczęśliwe, nie wiem. Natomiast widzę, że szukają swoich dróg, które nie wiodą w ciemność; czerpią radość z pracy, towarzystwa, podróży, twórczości. Ta, którą poznałam ostatnio, ma długi łańcuszek szwów na przedramionach i mówi bardzo cicho, jakby wciąż nie mogła uwierzyć, że jednak żyje.

Uśmiechamy się, jednak nigdy nie wiesz, co się za tym kryje. Może skrycie marzymy o chwili, kiedy już nikt nigdy żadnego uśmiechu nie będzie od nas oczekiwał.

PS. Dziś bez rysunku, nie mam siły…

 

(ENG.) I’m writing today from the place of weakness, because I got finally caught by the stomach flu circulating in the crisis center for two weeks. Patients were already sick, nurses were ill; a bit like in kindergarten. Even disinfectants and decent washing of dishes did not help. So I have a day off, spending most of the time in bed or in the toilet.

I do not know why, although recently a star of hope has been shining on my heaven, I have sporadic suicidal thoughts today. I think it is the fight of opposites – the one who dreams of a happy life and the one who is afraid that (again?) this image will slip out of my hands and happiness will go by to an unknown land of happy people – to which I do not belong . I realized today that there are at least 5 people in my immediate surroundings, near and distant, who tried to commit suicide; the fact that they are still in my vicinity indicates that they failed. Are they happy with it, I do not know. However, I see that they are looking for their paths that do not lead to darkness; they enjoy their work, company, travel and creativity. The one I met recently has a long chain of stitches on her forearms and speaks very quietly, as if she still could not believe that she was alive.

We smile, but you never know what’s behind it. Perhaps we secretly dream about the moment when nobody will ever expect any more smiles from us.

PS. Without the image today, I do not have enough strength…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.