Uważaj na głowę / Watch your head

(ENG.below) Rzeczywistość tańczy wokół mnie, wysyłam w świat wici, a świat mi  – czasem – odpowiada; w kwestii podcastu do radia chorych psychicznie (na wzór inicjatywy „Radio Świr” w Buenos Aires, która funkcjonuje już ponad 40 lat!), wystawy, publikacji, a nawet renty, na którą czekam już ponad trzy lata (i zapewne jeszcze jakiś czas poczekam).

Jeśli jesteś w Krakowie, zajrzyj na wystawę „Uważaj na głowę” (więcej o niej tutaj: https://www.zdrowezdrowie.pl/2017/01/12/wedrowka-bohatera-o-tysiacu-twarzach/ ), poświęconą chorym psychicznie. Tekst o niej napisał ktoś, kto doskonale rozumie, co znaczy przechodzić przez kryzys psychiczny. Wiedziałaś, że w Polsce to rzeczywistość co piątego obywatela? Być może jest nas więcej, niż byś podejrzewała. Mimo to w większości pozostajemy w ukryciu, w sferze tabu.  Próbuję je oswajać na tym blogu. Nie łamać, bo to źle mi się kojarzy, jakoś średniowiecznie. Słowu „oswajanie” bliżej w mojej wyobraźni do głaskania dzikiego liska. A wielu z nas to właśnie dzikie, najeżone zwierzątka z dużymi oczami.

Wczoraj odwiedziła mnie przyjaciółka (też chora), było bardzo ciepło i zabawnie, jak zwykle. „Ucięłam się w palec” – mówi ona. Ja: „ale nie intencjonalnie?” Podziwiam ją za to, że mieszka sama, że daje radę; mimo swojej choroby wychowuje małego syna i zawsze wygląda jak kwiat. Rozmawiałyśmy o świątecznych stresach, o planach na przyszłość (a to akurat rzadkość w naszym przypadku), o życiu w stanie ciągłego podwyższonego ryzyka.

Dziś może uda mi się wyjść na urodziny koleżanki. Impreza w sam raz dla wariatów, bo rozpoczyna się o 17:00, jak kinderbal, co mnie bardzo cieszy. Jeśli nie będę zbyt niepewna i zawstydzona, wybiorę się, by pobyć wśród ludzi; wiem, że nie będę jedyną, która ma problemy psychiczne, więc wątek „jestem trędowata i lepiej zostać w domu” mam za sobą. Przeczytałam, że nazywa się to autostygmatyzacją.

Finalnie, po wielu wątpliwościach i zbieraniu informacji zwrotnych od kilku osób, wysyłam dziś swoją sztukę do Royal Court Theatre w Londynie. Nie obiecuję sobie zbyt wiele, to moje pierwsze podejście do teatru od strony pisarskiej; mam tylko małą kropelkę nadziei, która musi wystarczyć na cztery miesiące, bo taki ustalili termin odpowiedzi.

Z miejsca dotykania świata czułkami wysyłam ci dziś dobrą, śmiałą energię na resztę tygodnia.

Reality dances around me, I send mesages to the world, and the world – sometimes – answers; regarding the podcast for the mentally ill radio (following the example of the Radio La Colifata initiative in Buenos Aires, which has been working for over 25 years!), exhibitions, publications and even a pension I have been waiting for over three years (and I will probably wait for some time more).

If you’re in Cracow, take a look at the exhibition „Watch your head” (more about it here: https://www.zdrowezdrowie.pl/2017/01/12/wedrowka-bohatera-o-tysiacu-twarzach/), concerning mentally ill. Someone who perfectly understands what it means to go through a mental crisis wrote about it (in Polish – sorry!). Did you know that in Poland it is the reality of every fifth citizen? Perhaps there are more of us than you would have expected. Despite this, we remain mostly hidden and in the taboo zone. I try to tame this topic on this blog. I don’t like the expression „break the taboo”, because it sounds for be a bit violent, somehow medieval. The word „taming” is closer in my imagination to stroking a wild fox. And many of us are wild, bristly animals with large eyes.

Yesterday a friend (also sick) visited me, it was very warm and funny, as usual. „I cut myself,” she says, showing me her finger. Me: „but not intentionally?” I admire her for living alone and managing everyday reality; despite her illness, she brings up her little son and always looks like a flower. We talked about holiday stress, about plans for the future (and this is rare in our case), about life in a state of continuous high risk.

Today, maybe I will go out for a friend’s birthday. A party just right for crazy people, because it starts at 17:00, like a kinderbal, which makes me very happy. If I am not too uncertain and embarrassed, I will choose to be among people; I know that I won’t be the only one who has mental problems, so the thread „I’m a leper and I better stay at home” doesn’t concern me today. I read that it is called self-stigmatization.

Finally, after many doubts and collecting feedback from several people, I’ll be sending my play to the Royal Court Theater in London today. I don’t count on much – this is my first approach to theater from the writing side. I have only a small drop of hope, which must be enough for four months, because that’s their deadline for feedback.

I send you good, bold energy for the rest of the week from the place of touching the world with tentacles.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.