Wdech – spokój, wydech – niepokój / Inhale – peace. Exhale – anxiety.

(ENG. below) Psychiatra zalecał bezstresowe życie; udaje mi się je od kilku dni praktykować i być może dzięki temu nie widać na horyzoncie symptomów chorobowych. Rozmawialiśmy wczoraj o nakręcającej się chorobowej spirali, w której główną rolę motorniczego odgrywa Wewnętrzny Krytyk. Zaczyna się od okoliczności, na które nie mam wpływu, a które momentalnie mnie stresują. Im bardziej próbuję je ogarnąć, tym mniej mi to wychodzi, bo przecież nie mam władzy nad urzędem pocztowym, taksówkarzami, szewcem czy korkami w mieście. Stres powoduje, że moje oczy przypominają spodki od filiżanek, a ręce drżą jak listki na wietrze. Gdy tylko to zauważam, zaczynam się potępiać: jesteś do niczego, nie dajesz rady, nieodporna, zwichrowana, z prostymi rzeczami sobie nie radzisz, jesteś tylko obciążeniem dla innych, i tak dalej. Ten głos wewnętrzny, który swoim hobby uczynił oskarżycielskie biczowanie, wywołuje dodatkowy stres i koło się zamyka.

Dobre wieści są takie, że odkąd wróciłam do domu, wypełniam swoje dni spokojem; gdy zaś zauważam, że rzeczywistość zaczyna się wyginać pod kątem „jesteś do niczego”, oddycham głęboko i przywołuję myśl o wolności, której mam mnóstwo, a w ramach której mogę działać. Spokój karmi się samotnością, decyzjami o tym, co chcę robić, twórczymi kursami on-line, rysowaniem, kontaktem z ludźmi, których lubię, sprzątaniem, porządkowaniem i dobrym jedzeniem. Kiedy tylko zdejmuję z głowy czapkę „muszę, powinnam, należy” i zamiast tego zakładam nauszniki „decyduję się na, dobre dla mnie jest, teraz chciałabym”, przepełnia mnie wzruszająco-krzepiące uczucie, że wszystko jest ok. Jako że w chorobie to towar deficytowy, cieszę się nim, ile wlezie, starając się nie martwić, że jutro może go nie być.

Nie twierdzę, że spokój jest lekarstwem na chorobę. Nie twierdzę, że wpływ nim jest. Chcę powiedzieć, że te czynniki sprzyjają braku eskalacji, która, gdy wyrwie się spod kontroli, może prowadzić do symptomatycznego wybuchu.

Radosnych wieści ciąg dalszy: zakopuję się głębiej i głębiej w kurs pisarski. Czytam i ćwiczę po kilka godzin dziennie, co jest wyczynem przy moich zasobach uwagi. Sprawia mi to tyle radości, że trudno mi przestać! Dziś, w ramach zadania dotyczącego rozwoju postaci, pisałam o dwóch robocicach udających staruszki robiące na drutach na ławce w parku. Jedna jest przygłucha, bo nie doczyściła przewodów. Gdy mija je jakiś przechodzień, włączają odpowiedni program dyskusyjny, na przykład „Życie Gwiazd” albo „Ach, gdzie ta niegdysiejsza młodzież.” Tworzenie z niczego, zbieranie i kompilowanie słów, powoływanie do życia postaci i śmianie się na głos z tego, co sama napisałam, to moje aktualne hobby.

Wdech – spokój. Wydech – niepokój.

My psychiatrist recommended a stress-free life; I have been able to practice it for several days now and maybe thanks to this there are no symptoms of the illness on the horizon. We talked yesterday about the winding spiral of disease, in which the Internal Critic plays the main role – of the driver. It starts with circumstances that I have no influence on, what immediately stresses me. The more I try to control them, the less it works out for me, because I have no power over the post office, taxi drivers, shoemaker or traffic jams in the city. Stress makes my eyes look like cup saucers and my hands tremble like leaves in the wind. As soon as I notice it, I start to condemn myself: you are useless, you can’t do anything, you are twisted, handicapped, you can not cope with simple things, you are only a burden for others, and so on. This inner voice, which has made accusing whipping its hobby, causes additional stress and the circle closes.

The good news is that since I got home, I fill my days with peace; and when I notice that reality begins to bend in the direction of „you are nothing,” I breathe deeply and recall the thought of freedom, which I have a lot, in which I can act. Peace feeds on loneliness, decisions about what I want to do, creative online courses, drawing, contact with people I like, cleaning, organizing space and good food. Whenever I take off my „I have to, I should, I must” hat, and put on the ear muffs „I choose to, it’s good for me, now I would like to” instead, I am filled with a touching and refreshing feeling that everything is ok. As in disease it is a rare treat, I enjoy it as much as I can, trying not to worry that it might not be there tomorrow.

I am not saying that peace is a cure for illness. I’m not saying influence is. I want to say that these factors contribute to the lack of escalation, which, when it gets out of control, can lead to a symptomatic explosion.

Happy news continues: I dig deeper and deeper in a writing course. I read and practice several hours a day, which is a feat when my attention resources are considered. It makes me so happy that it is hard for me to stop! Today, as part of the task of character development, I wrote about two female robots pretending to be old women knitting on a park bench. One is a bit deaf, because she forgot to  clean her wires. When a human passes by, the robots launch an appropriate discussion program, for example, „Life with Stars” or „Ah, where are these youth from the past.” Creating from nothing, collecting and compiling words, bringing characters to life and laughing out loud at what I wrote – this is my current hobby.

Inhale – peace. Exhale – anxiety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.