Wesołych, kurwa, Świąt / Merry fucking Christmas

(ENG.below) Święta. Najstraszniejszy czas w roku dla wariata.

Po pierwsze jesteś pewna, że  wszyscy oczekują, że będziesz pozytywna i uśmiechnięta; oczywiście oficjalnie tego nie mówią, bo rozumieją twój stan i wiedzą, że wiele może się wydarzyć, lecz w głębi serca, podobnie jak ty, liczą na najlepszą z możliwych wersji rzeczywistości. Spieprzyć bliskim coroczne spotkanie atakiem psychotycznym albo falą myśli samobójczych? No proszę cię. Po drugie, przed świętami jest mnóstwo spraw do załatwienia, o czym wiedzą zarówno chorzy, jak i zdrowi. Tych ostatnich pewnie też to stresuje, jednakże chorych – w stopniu „obezwładniająco-katatoniczno-panicznym.” Lista stresorów, którą wypisałam sobie po wizycie mojego asystenta psychiatrycznego, liczy sobie 31 pozycji. Trzydzieści – jeden. To cud, że jeszcze żyję, a nie jestem w stanie przedzawałowym. Jak do tego doszło?…

Wyobraź sobie, że twoje życie jest NIEPLANOWALNE. Nie wiesz, kiedy podłożysz sobie nogę i rozciągniesz się jak długa na zimnej ziemi, musząc w te pędy odwoływać spotkania z przyjaciółmi, zakupy, gotowanie, wyjście z psem (ratunku), skype, basen, wycieczkę, spacer, nowy projekt i wiele innych zdarzeń, które normalnym ludziom po prostu wychodzą z marszu. Z domu wychodzisz z duszą na ramieniu, bo nie wiesz, czy w drodze powrotnej nie będzie ci się wydawało, że ludzie cię śledzą, a w dzieci wstąpiły demony. Na godzinę przed wizytą koleżanki piszesz jej, że nie dasz rady, bo właśnie kombinujesz, jak odejść z tego świata, przeprowadzając wnikliwą analizę metod i ich skuteczności. Nie jesteś w stanie przewidzieć przebiegu swojego dnia, a przed tobą zaplanowanie wyprawy świątecznej do Polski i wszystkich związanych z nią niuansów.

Jako że twoje życie jest NIEPLANOWALNE, usiłujesz wszystkimi siłami znaleźć jakieś punkty, nad którymi, jak ci się wydaje, możesz zapanować. Co komu kupić; gdzie nocować po drodze; jakie buty spakować i by pamiętać o jedzeniu dla psa. Nic to, że może się w ostatniej chwili okazać, że nigdzie nie pojedziesz, bo masz groźny, niepoddający się lekom atak, a święta spędzisz w klinice (mam to doświadczenie za sobą); robisz, jak zwykle, dobrą minę do złej gry i zachowujesz się, jakby nigdy nic, spisując listy rzeczy do załatwienia.

Pojawia się jednak problem-bonus, a mianowicie – twój partner też źle znosi stres. Co więcej, im bardziej potrzebujesz od niego pomocy, jasności, deklaracji, że zajmie się rzeczą A i B, tym bardziej jest zestresowany. Wywołuje to w tobie poczucie winy, bo przecież „gdybyś była normalna, nie byłabyś dla niego ciężarem”. A poczucie winy, nie wiem, czy wiesz, to dodatkowy stresor. Wkrótce czujesz się więc jak precel, zasupłowana, poskręcana, niewiarygodnie napięta. Od takiego stanu tylko chwile dzielą cię od ataku, i koło się zamyka.

Tak, Święta. Ulubiony czas w roku dla wariatów.

Wesołych, kurwa mać.

Christmas. The scariest time of the year for a crazy person.

First of all, you are sure that everyone expects you to be positive and smiling. Of course, they don’t officially say it because they understand your condition and know that a lot can happen, but deep down, like you, they count on the best possible version of reality. Fuck an annual meeting of your loved ones up with a psychotic attack or a wave of suicidal thoughts? Oh come on. Secondly, before Christmas there are plenty of things to do, which both the sick and the healthy know about. The latter probably also stress themselves, but the sick ones do it to the degree of „overwhelming-catatonic-panic.” The list of stressors, which I wrote for myself after the visit of my psychiatric assistant, includes 31 items. Thirty-one. It’s a miracle I’m still alive and I’m haven’t had a heart attack yet. How did this happen? …

Imagine that your life is UNPLANNED. You don’t know when you’re gonna fall, streched long on a cold ground, having to cancel meetings with friends, shopping, cooking, going out with the dog (help!), skype, swimming pool, trip, walk, new project and many other events that just go on in lives of ordinary people. You leave the house insecure and trembling, because you do not know whether on the way back you will not think that people are following you, and demons have entered the bodies of children. An hour before your friend’s visit, you write to her that you can’t make it, because you are just thinking about how to leave this world by conducting a thorough analysis of methods and their effectiveness. You are not able to predict the course of your day, so how can you possibly plan a Christmas trip to Poland with all related nuances?…

Since your life is unplanned, you are trying hard to find some points that you think you can control. What to buy, where to sleep on the way; what shoes to pack and to remember to take dog food. It doesn’t matter that it may turn out at the last minute that you will not go anywhere, because you have a dangerous, medicine-resistant attack and you will spend the holidays in the clinic (I have this experience); you put on the „positive face”, as usual, and behave as if nothing happened by writing lists of things to do.

However, there is a bonus-problem, namely – your partner also tolerates stress badly. What’s more, the more help you need from him, the clarity, the declaration that he will take care of things A and B, the more stressed he is. It makes you feel guilty, because „if you were normal, you wouldn’t be a burden to him.” And guilt, I don’t know if you know, is an additional stressor. Soon you feel like a pretzel, creased, twisted, incredibly tense. From this state, only moments separate you from the attack, and the circle closes.

Yes, Christmas. Favorite time of the year for crazy people.

Merry fucking Christmas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.