widz specjalnej troski / a special needs spectator

(ENG.BELOW) Rozglądam się w prawo, rozglądam się w lewo, a symptomów jak nie było, tak nie ma. To już niemal cały wolny od cierpienia tydzień! Pierwszy od wielu, wielu dni. Kwas walproinowy, moja nowa miłość, mój obiekt westchnień i wdzięczności; oby tylko moja wątroba zareagowała podobnie. Oczywiście, są i skutki uboczne, jak zawsze w przypadku leków psychiatrycznych: słabość, senność, zawroty głowy. Dziś już jednak nie wytrzymałam trybu leżąco-siedzącego i mimo wszystko poszłam biegać. Na początku moje mięśnie były jak z waty albo siana, ale po kilku okrążeniach stadionu (trochę koślawych, bo zawroty głowy) wszystko się ustabilizowało. Zegarek pokazuje, że w tym miesiącu przebiegłam już 40km. Jak na osobę cierpiącą, niedospaną, osłabioną – całkiem nieźle. Udaje się to jednak tylko dlatego, że nauczyłam się wskakiwać w okienka dobrego samopoczucia i wykorzystywać je jak najbardziej. Godziny, chwile w ciągu dnia, kiedy wyglądam i zachowuję się „jak normalny człowiek”. Maluję, piszę, usiłuję sprzedawać, by zarobić pieniądze na świąteczne prezenty. Zaczynam myśleć też o tym co robię w kategoriach „malarstwo”, a nie „malowanie, rysowanie, nowe obrazki”, i przymierzam do siebie to pierwsze słowo, z rumieńcem niepewności, czy pasuje; na razie jest trochę za duże i za mocne, ale chcę do niego dorosnąć.

Wczoraj, na fali dobrego samopoczucia, postanowiłam obejrzeć polecany serial „Gambit Królowej”. Od kilku tygodni niczego nie oglądałam ani nie czytałam, bo mój mózg w fazie maniakalno-psychotycznej dostarczał mi dostatecznej stymulacji od wewnątrz – myśl o dokładaniu sobie emocji filmem czy książką wywoływała we mnie odrazę. Tym razem się przeceniłam. Musiałam wyłączyć. Tak strasznie się spięłam, przejęłam, ścisnęłam (nie chcę spoilerować…), że przerwałam już w trakcie pierwszego odcinka i ratowałam się Lorazepamem, gorącą kąpielą i sesją przytulania. Bądźcie uważni, polecając wydarzenia kulturalne chorym psychicznie – niezależnie od tego, jak bardzo sami jesteście pod wrażeniem i jak bardzo was wciągnęły (mamo, tato…). Zastanówcie się najpierw, czy film, serial, książka nie zawiera treści, które grzebią takim osobom prosto w bebechach, wywracając je na drugą stronę. Samobójstwo? Uzależnienia? Napięcie? Szaleństwo? Dojmująca samotność? Nie.

Polecajcie lepiej Teletubisie.

A ja muszę się pogodzić z tym, że jestem widzem specjalnej troski. Że mój mózg nie ma dostatecznej osłony przed tak wieloma treściami. Że muszę…uważać na głowę.

I look to the right, I look to the left, and symptoms are not there. It’s been almost a whole week without suffering! The first in many, many days. Valproic acid, my new love, my object of sighs and gratitude; if only my liver reacted similarly. Of course, there are also side effects, as always with psychiatric drugs: weakness, drowsiness, dizziness. Today, however, I couldn’t stand the lying-sitting mode and went for a run anyway. At first my muscles felt like cotton or hay, but after a few laps of the stadium (a bit lopsided, because I was dizzy) everything stabilized. My watch shows that I have already run 40 km this month. For a suffering, sleepy, weakened person – not bad. However, it only works because I have learned to jump into the feel-good windows and use them as much as possible. Hours, moments during the day when I look and act „like a normal person”. I paint, write, try to sell to earn money for Christmas presents. I am also starting to think about what I am doing in terms of „painting art” istead of „playing around, drawing, new pictures”, and I try on the first expression with myself, with a blush of uncertainty as to whether it fits; for now it’s a bit too big and too strong, but I want to grow up to it.

Yesterday, on the wave of well-being, I decided to watch the recommended series „The Queen’s Gambit”. For several weeks I had not watched or read anything, because my brain in the manic-psychotic phase provided me with enough stimulation from the inside – the thought of adding emotions to myself with a film or a book made me almost want to throw up. This time I overestimated myself. I had to turn the series off. I got so tense, overwhelmed, squeezed (I don’t want to write spoilers…) that I stopped during the first episode and saved myself with Lorazepam, a hot bath and a cuddle session. Be careful when recommending cultural events to the mentally ill – no matter how impressed you are and how much you got involved (Mum, Dad…). First, think about whether the movie, series or book does not contain any content that kicks such people right in the guts. Suicide? Addiction? Tension? Madness? Overwhelming loneliness? No.

Better recommend Teletubbies.

And I have to accept that I am a spectator of special needs. That my brain does not have enough shield against a specific content. That I must … watch my head.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.