Wiśniówka / Cherry vodka

(ENG.below)  Dziś ostatnia w najbliższym czasie wizyta u mojego psychiatry – zawieszamy je ze względu na pobyt w dziennej klinice, gdzie mam mieć kompleksową opiekę. Niosę mu wiśniówkę. Jako jedyny z moich wielu psychiatrów miał odwagę wycofać leczenie litem, zaeksperymentować z Klozapiną, wycofać ją i przyznać się do bezradności, a także napisać rekomendacje, które zagwarantowały mi rentę.

To niesamowite jak wiele zależy od tego, na jakiego lekarza się trafi. Pierwszy, którego poznałam, przepisał mi tyle leków, że spokojnie mogłam popełnić samobóstwo przy ich użyciu. Drugi przegapił z początku psychotyczny charakter mojego romansu. Trzecia lekarka zachowywała się wyłącznie reaktywnie, czwarta uważała, że mam problemy emocjonalne wynikające z traum dzieciństwa, i pomoże mi terapia. Poznałam także kilku ordynatorów i psychiatrów w klinice, niektórych przekonanych, że mam dwubiegunówkę, innych skłonnych zgodzić się, że jest to choroba schizoafektywna, i adekwatniej ją leczyć. Trafiłam też na niemiłą panią psycholog, dziesiątki sympatycznych pielęgniarzy i mojego nieocenionego asystenta psychiatrycznego, którego uwielbia zwłaszcza mój pies.

Chorowanie psychiczne to z jednej strony samotna batalia, a z drugiej grupa zaufanych osób, które niezmiennie stoją u twojego boku, mówiąc ci „to minie, to zawsze mija, choćby na chwilę”; „powtarzaj sobie: to tylko pierdolona choroba”; są gotowe słuchać i reagować. Gdy przyjmuję perspektywę „nie jestem sama”, daje mi to poczucie spokoju i – jeśli można o takim mówić w moim przypadku – bezpieczeństwa.

Today is the last visit to my psychiatrist in the near future – we suspend them because of the stay in the day clinic, where I will have a complex care. I‘ bringing him a Polish cherry vodka. As the only one of my many psychiatrists, he had the courage to withdraw lithium treatment, experiment with Clozapine, withdraw it and admit to helplessness, and write recommendations that guaranteed my pension.

It’s amazing how much depends on what doctor you will go to. The first I met prescribed to me so many drugs that I could easily commit suicide by using them. The second one at first missed the psychotic nature of my affair. The third doctor acted only reactively, the fourth believed that I had emotional problems resulting from the trauma of my childhood, and therapy would help me. I also met several clinicians and psychiatrists at the hospital, some convinced that I have a bipolar disorder, others willing to agree that it is a schizoaffective disease, and adequately treat it. I also came across an unpleasant lady psychologist, dozens of nice nurses and my invaluable psychiatric assistant, whom my dog ​​is very fond of.

Mental illness is on the one hand a lonely battle, and on the other a group of trusted people who invariably stand by your side, telling you „it will pass, it always passes, even for a moment”; „Repeat: it’s just a fucking disease”; they are ready to listen and react. When I take the perspective „I am not alone”, it gives me a sense of peace and – if it can be said in my case – security.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.