Wszystko wydawało się już w porządku / Everything seemed all right

(ENG.below) Wszystko wydawało się już w porządku; przestałam kompulsywnie sprzątać, zmieniać kolor włosów i szorować skórę. Byłam spokojna, spędziłam poranek na rysowaniu. Potem poszłam na spotkanie z przyjaciółką i wtedy coś zaczęło się dziać. Małe halucynacje, jak zaburzenia widzenia – jej twarz wydawała mi się momentami dziwna i obca; usta nie pasowały do oczu, nie składała się w znaną mi całość. Sama nie wiem, czemu od razu nie sięgnęłam po Zyprexę, którą zwykle noszę przy sobie. Prawdopodobnie pomyślałam, że to zaraz przejdzie, minie; niepokój jednak narastał i coraz trudniej było mi się skupić. Dlaczego nie zażyłam Lorazepamu, żeby uspokoić niepokój?

„Nie wydziwiaj”, „poradzisz sobie sama”, „ale na pewno musiałaś wziąć te leki? było aż tak źle?”, „nie rujnuj spotkania”, „jeszcze nie jest najgorzej”, „te leki niszczą ci wątrobę”, „jakoś dojedziesz do domu, może w międzyczasie przejdzie” – te wszystkie ciche podpowiedzi…autorów niektórych dobrze znam, inne produkuję sobie sama według znanego schematu.

Dotarłam do domu. Była to najdłuższa 20-minutowa podróż tego roku. Z minuty na minutę coraz bardziej traciłam kontakt z rzeczywistością. Patrzyłam do lustra i widziałam grubą, nalaną babę o świńskich oczkach. Czy to ja? Kiedy się tak zmieniłam? Dlaczego jestem taka brzydka?…W domu wpadłam na pomysł, by złożyć mojego psa w ofierze, bo wtedy głosy zostawią mnie w spokoju. Wyperswadowałam to sobie, łykając kolejne tabletki. I jeszcze jedną, i jeszcze, bo wciąż czuję się nie jakbym chodziła po ziemi, ale pływała w jakiejś dziwacznej mazi, która nie rządzi się prawami logiki. Zasnęłam dopiero gdy mój mąż wrócił z pracy (godzinę wcześniej, na moją prośbę). Obudziłam się połamana, ale w kontakcie z rzeczywistością.

Dziś, jak to po takim ataku, dzień słaby i bezsilny. Pobudzony bezsensownymi wyładowaniami mózg potrzebuje odpoczynku.

Tymczasem gdzieś niedaleko mój psychiatra szuka mi kolejnego specjalisty – psychotraumatologa. Nie wiedziałam, że takie określenie istnieje. Towarzyszy mi myśl, że spadam w dół niewidocznej i nieopisanej hierarchii chorych – od psychologa do psychiatry, a następnie do specjalisty stricte od traum. Ciekawe, co jest dalej. Liczę na to, że się nigdy nie dowiem. Moim terapeutycznym zmaganiom towarzyszy bowiem wstyd, że nie robię postępów, że jestem trudnym przypadkiem, że kiepsko sobie radzę, że wkrótce będę odsyłana jak paczka na poczcie od osoby do osoby…

Jakbym zapomniała, że zdrowienie do zdecydowanie NIE JEST proces linearny. Jakbym zgubiła gdzieś na chwilę nadzieję, wiarę i trzeźwość myślenia.

Everything seemed fine; I stopped cleaning compulsively, changing my hair color and scrubbing my skin. I was calm, I spent the morning drawing. Afterwards, I went to meet my friend and then something started to happen. Small hallucinations, like a blurred vision – her face seemed strange at times; the lips did not match the eyes, they did not form a known whole. I don’t know why I didn’t reach for Zyprexa, which I usually carry with me. I probably thought it would pass; but the anxiety was growing and it was getting harder and harder to focus. Why didn’t I take Lorazepam to calm my anxiety?

„Stop freaking out,” „you can handle it alone”, „did you really have to take these drugs? was it that bad?”, „don’t ruin the meeting”, „it’s not that bad”, „these drugs destroy your liver „, „you will get home somehow, maybe in the meantime it will pass” – all these quiet hints … I know some of their authors well, others I make myself up according to a known pattern.

I got home. It was the longest 20-minute journey of the year. With every minute, I was losing touch with reality more and more. I looked into the mirror and saw a fat, swollen woman with pig eyes. Is that me? When did I change like that? Why am I so ugly? … At home I came up with the idea to sacrifice my dog, because then the voices would leave me alone. I talked myself out of it, taking more pills. And one more and another, because I still felt like I was not walking on the ground, but swimming in some bizarre fluid that is not governed by the laws of logic. I fell asleep only when my husband returned from work (an hour earlier, at my request). I woke up broken, but in contact with reality.

Today, as always after such an attack, I feel depressed, weak and powerless. Overstimulated by senseless explosions yesterday, the brain needs a rest.

Meanwhile, somewhere near my psychiatrist is looking for another specialist – a psychotraumatologist. I did not know that such a term exists. I have the thought that I am falling down an invisible and indescribable hierarchy of patients – from a psychologist to a psychiatrist, and then to a trauma specialist. I wonder what’s next. I hope I will never know. My therapeutic struggles are accompanied by shame that I am not making progress, that I am a difficult case, that I am coping poorly, that soon I will be sent back and forth, like a package at the post office, from person to person …

As if I had forgotten that healing is definitely NOT a linear process. As if I lost hope, faith and sobriety somewhere.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.