wypowiedz życzenie / make a wish

(ENG.below)

To drugie święta w moim życiu, które spędzam tylko z mężem, daleko od naszych rodzin. Pierwszy raz sześć lat temu mój partner odstawił mnie na pogotowie, skąd karetka zawiozła mnie do kliniki, bo zwariowałam. Teraz też chodzę do kliniki, jako pacjentka dzienna, czyli – na kilka godzin w ciągu dnia, nie każdego dnia. Nie czuję się jeszcze dość stabilna, by podróżować – dlatego zostajemy w domu.

Wczoraj wróciły do mnie wspomnienia tego czasu przed sześcioma laty, tego całkowitego zagubienia, zbłądzenia, osamotnienia, otumanienia. Powolnego uczenia się, co to znaczy być w szpitalu psychiatrycznym; uczenia się innych pacjentów, codziennych rytuałów jak posiłki, spacery, poranne rundki; relacji z personelem i lekarzami. Pamiętam, że pozwolono wtedy mojemu mężowi zabrać mnie na trzy godziny do domu w Boże Narodzenie. Przygotował barszcz, podarował mi prezenty. Zdążył, znim musieliśmy wracać. Wczoraj przestraszyłam się, że choroba w takiej postaci znów wróci, uderzy i zmiecie mnie, zmiecie moje małżeństwo; z tego wielkiego strachu zaczęłam płakać, szlochać, nie mogłam się uspokoić. Po godzinie pomyślałam z goryczą: wystarczyło kilka tygodni stabilności na nowych lekach, żebym się do niej przyzwyczaiła; teraz lękam się z całej duszy tego, co przecież jeszcze niedawno było normą. A coś wewnątrz podpowiada mi, że kolejnego uderzenia choroby nie zniosę. I tej myśli też się boję.

Lęk przepływa przeze mnie, a ja mimo wszystko wstaję i piekę pierwsze w moim życiu świąteczne, wegańskie ciasta. Część rozdam sąsiadom, bo sami takiej ilości nie zjemy. Pozostałą częścią będę się delektować w trakcie tych miniaturowych, dwuosobowych świąt.

2020 to był pod wieloma względami piękny rok. Miałam trzy wystawy, sprzedałam kilkanaście obrazów, moja sztuka została wystawiona na scenie, pisałam bloga, opublikowałam dwa podcasty, poznałam nowych, wspierających ludzi i innych wariatów, z którymi się zaprzyjaźniłam. Jednocześnie był to rok dwóch hospitalizacji, a także wielu zmartwień na tle chorób moich rodziców. To był także czas obaw covidowych, bo mój mąż jest w grupie ryzyka. Taki nietypowy rok koktajlowy, mieszanina sukcesów i obaw. Mam nadzieję, że kolejny będzie trochę spokojniejszy i zrównoważony.

Życzę wam wszystkim tego, co jest wam w 2021 najbardziej potrzebne, czy to spokój właśnie, czy sukcesy, czy balans, czy intensywne przeżycia. Zamknijmy na chwilę oczy i wypowiedzmy życzenie. Uwaga……..teraz.

(ENG.) This is the second Christmas in my life that I spend only with my husband, far from our families. The first time six years ago, my partner took me to the emergency, from where the ambulance drove me to the clinic because I was crazy. Now I also go to the clinic as a day patient, that is – for a few hours a day, not every day. I don’t feel stable enough to travel yet – that’s why we’re staying home.

Yesterday, the memories of that time six years ago came back to me, that feelings of total loss, straying, loneliness and daze. Learning slowly what it means to be in a psychiatric hospital; learning other patients, everyday rituals such as meals, walks, morning rounds; relations with staff and doctors. I remember my husband was then allowed to take me home for three hours on Christmas Day. He prepared borscht, gave me gifts. He made it, before we had to go back. Yesterday I got scared that the disease in this form would come back again, that it would hit and sweep me away, sweep away my marriage; from this great fear I started to cry, sob, I could not calm down. After an hour, I thought bitterly: a few weeks of stability on the new drugs was enough for me to get used to it; now I fear with all my soul what was the norm until recently. And something inside tells me that I can’t take another hit of the disease. I am afraid of this thought too.

The anxiety flows through me, but I still get up and bake the first vegan Christmas cakes in my life. I will give some to my neighbors, because we will not eat this amount ourselves. I will enjoy the rest during these miniature, two-person holidays.

2020 has been a beautiful year in many ways. I had three exhibitions, sold a dozen paintings, my play was put on stage, I wrote a blog, published two podcasts, I met new, supportive people and other crazy people with whom I became friends. At the same time, it was a year of two hospitalizations and many worries about my parents' diseases. It was also a time of covid concerns because my husband is in the risk group. Such an unusual cocktail year, a mixture of successes and fears. I hope the next one will be a little calmer and more balanced.

I wish you all what you need most in 2021, be it peace, success, balance, or intense experiences. Let’s close our eyes for a moment and make a wish. One, two, three …… ..now.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.