zabawa w normalne życie / a normal life play

(ENG.below) Moja krótka sztuka ma coraz większe szanse rozegrać się na scenie w październiku. Decydujemy z reżyserem, czy lepiej ubrać aktora w kostium Królika, czy zastosować marionetkę. Myślę, że człowiek o odpowiednio przegranej twarzy, spakowany w puszysty kostium będzie wyglądał dokładnie tak, jak w mojej intencji ma wyglądać ten bohater: budzący trochę śmiech, a trochę żal, może i odrobinę współczucia. W końcu to Królik z depresją i problemem alkoholowym.

Moje lęki atakują od samego rana, czasem mam wrażenie, że rozpadam się na kawałki. Łapię krótkie momenty szczęścia w wodzie – w basenie, rzece, jeziorze; mój mąż robi mi zdjęcia, a potem mówi: dlaczego twoi znajomi mają oglądać wyłącznie twoją uśmiechniętą twarz, a mnie dostaje się tylko cała reszta?…To prawda, on dostaje mnie zapłakaną, zasmarkaną, wielkie przerażone oczy, roztrzęsione ręce, niezdolność wyjścia z domu, ciężkie sny, ataki psychotyczne, wszystko to, o czym piszę, ale czego nie pokazuję. Nie chcę, żebyście oglądali moją wykrzywioną strachem twarz. Albo spuchniętą od napadu płaczu. Nie chcę. Natomiast nie przestanę o tym pisać, bo taka właśnie jest rzeczywistość.

Dziś poranek był ciężki, ale dwa Lorazepamy pomogły mi stanąć na nogi i przestać się trząść; rzuciłam się na sprzątanie mieszkania, by mieć jako takie poczucie wpływu na rzeczywistość. Podcięłam włosy (lubię być prawie łysa), zafarbowałam brwi (lubię jak są bardzo ciemne), pomalowałam paznokcie na czarno (tak jak lubię) – jednym słowem, próbowałam funkcjonować tak, jakby w szafie nie mieszkał trup. Zamknęłam choć na jakiś czas drzwi, za którymi czai się Wielkie Zmartwienie.

Nazywam to „Zabawa w Normalne Życie”.

My short play is more and more likely to be staged in October. We’re deciding with the director whether it is better to dress the actor in a Rabbit costume or use a puppet. I think that a man with a properly lost face, packed in a fluffy suit, will look exactly as I want the hero to look like: evoking a bit of laughter and a bit of sympathy, maybe a bit of compassion. After all, he is a Rabbit with depression and an alcohol problem.

My fears attack from the very morning, sometimes I get the feeling that I’m falling apart. I catch short moments of happiness in the water – in the pool, river, lake; my husband takes pictures of me and then says: why should your friends watch only your smiling face and I get only the rest? … Is it true, he gets me tearful, snotty, big scared eyes, shaky hands, inability to leave home, heavy dreams, psychotic attacks, everything I write about but not show. I don’t want you to see my face contorted by fear. Or swollen from a tears attack. I do not want to. However, I will not stop writing about it, because this is the reality.

It was a tough morning, but two Lorazepams helped me to get up and stop shaking; I rushed to clean the apartment to have a sense of influence on reality as such. I cut my hair (I like being almost bald), dyed my eyebrows (I like it very dark), painted my nails black (the way I like it) – in a word, I tried to function as if there was no corpse in the closet. I closed the door at least for a while, behind which the Great Worry lurks.

I call it „A Normal Life Play”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.