Zarządzanie, które nie działa / Managing that sucks

(ENG.below) Niski poziom hormonów, choroba psychiczna, spora nadwaga, a wkrótce badania na osteoporozę…Czuję się jak własna babcia. Moja babcia Józia żyła przez wiele lat z moim zdaniem niezdiagnozowaną depresją, a na pewno zaburzeniami na tle hipochondrycznym. Odkąd pamiętam, była spakowana na wypadek nagłej hospitalizacji; jednocześnie krąży o niej rodzinna opowieść, w której bohaterka ucieka ze szpitala i w szlafroku wraca do domu.

Jej mąż, dziadek Staszek, przeżył partyzantkę i Auschwitz, a następnie po wojnie (choć nie od razu) pogrążył się w alkoholu. Jego syn poszedł w te ślady. Moja mama chorowała na ostrą depresję przez kilka lat.

Tacy przodkowie prawdopodobnie nie mogą dać fundamentalnie spektakularnej spuścizny.

A jednak, początki były dobre. Energia, pomysłowość, odwaga. Skupienie, ambicja, twórczość. Empatia. Samodyscyplina.

I bęc.

Dziś stawiam przed sobą niemożliwe pytanie: co mi dała choroba psychiczna?

Przede wszystkim odkryłam bezmiar miłości. To, jak mój mąż mnie kocha, jak trzymał dla mnie miejsce, mimo że mnie przy nim nie było, jak się mną opiekuje, jak mnie afirmuje, śmieje się ze mną i płacze…dzień za dniem podchodzę do tego z rozczuleniem ale i odrobiną nieufności: jak to – mnie?…

Po drugie, odkryłam, że nie muszę być w 100% pożyteczna. Moje rysunki nie są pożyteczne. Niektóre teksty pewnie też nie. Nie przyjmuję klientów, nie pracuję. Czasem nawet nie mam siły sprzątać. I co? I nic. Świat kręci się dalej.

Po trzecie, odkryłam granice własnej tolerancji na bezsensowne zdarzenia. Choroba jest dla mnie bezsensownym zdarzeniem. Do tego niezawinionym. Zawsze uczyłam: zamiast być w życiu ofiarą, bądź motorniczym tego życia. Aż do momentu, w którym autobus się zepsuł a motorniczy zwariował. Teraz z dużo większą pokorą podchodzę do „prawd objawionych”.

Pewien pan wydał ostatnio książkę „Złap równowagę”, o, uwaga, ZARZĄDZANIU chorobą psychiczną. Nie przebrnęłam, bo zrobiło mi się niedobrze. Ktoś, kto zakłada, że chorobą można zarządzać (tu gorzki śmiech) chyba nigdy nie chorował (choć twierdzi inaczej). Owszem, da się w jakimś stopniu zarządzać swoimi aktywnościami i czasem, ale gdy przyjdzie fala depresji, plany obrócą się wniwecz.

Chyba, że jest to depresja, którą ZARZĄDZIMY.

Błe.

Low hormone levels, mental illness, a lot of overweight, and soon tests for osteoporosis … I feel like my own grandmother. My grandmother, Józia, lived for many years with, in my opinion, undiagnosed depression, and certainly hypochondriotic disorders. For as long as I remember, she was packed in case of a sudden hospitalization; at the same time there is a family tale, in which the protagonist escapes from the hospital and returns home in a dressing gown.

Her husband, grandfather Staszek, survived in the guerrilla and survived Auschwitz; then after the war (though not immediately), he fell into alcoholism. His son followed these footsteps. My mother suffered from severe depression for several years.

Such ancestors probably cannot give a fundamentally spectacular legacy.

And yet, the beginnings were good. Energy, ingenuity, courage. Focus, ambition, creativity. Empathy. Self-discipline.

And then – boom!

Today I put an impossible question: what did mental illness give me?

First of all, I discovered the immensity of love. It’s how my husband loves me, how he kept a place for me, even though I was not there with him, how he looks after me, how he affirms me, laughs with me and cries … day by day I approach this with tenderness and a bit of distrust : how is it – me? …

Secondly, I discovered that I do not have to be 100% useful. My drawings are not useful. Some texts probably also not. I do not treat clients, I do not work. Sometimes I do not even have the power to clean up. And what? And nothing. The world goes on.

Thirdly, I discovered the limits of my own tolerance for meaningless events. Disease is a senseless event for me. There’s nobody to blame. I’ve always taught: instead of being a victim be a driver of this life. Until the moment the bus broke down and the driver went crazy. Now I approach the „revealed truths” with much more humbleness.

A gentleman recently published the book „Grab a Balance,” about, listen to that, MANAGING a Mental Illness. I did not get through because I felt sick after couple of paragraphs. Someone who assumes that the disease can be managed (here bitter laughter) probably never fell ill (although he claims otherwise). Yes, you can manage your activities to some degree, and your time, but when the wave of depression comes, plans disappear.

Unless it is a depression that we MANAGE.

Yuck.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.