zatrzaśnięte okiennice / slammed shutters

(ENG.below) No cóż – bywało lepiej. Coraz częściej leżę godzinami w łóżku. Wczoraj udało mi się wygramolić z niego na wycieczkę, chociaż musiałam bardzo ze sobą walczyć, by w ogóle wyjść z domu. Wysiłek fizyczny pomógł mi, jak zwykle. Częściej jednak, zwinięta pod kocem, w ciemnym pokoju z zatrzaśniętymi okiennicami, by nie raziło mnie słońce, usiłuję zniknąć – i całkiem nieźle mi to wychodzi. Znikanie jest bardzo użyteczne. Nic nie trzeba robić, niczego nie trzeba chcieć, niczego się nie pragnie; można nawet na chwilę zapomnieć o niepokoju, lękach i napięciu. Stapiam się z pościelą, oddycham płytko, minimalnie; zakrywam sobie głowę, zamykam oczy i po prostu mnie nie ma.

Pomyślałam sobie wczoraj, że już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam fazę hipomaniakalną. Depresja staje się chlebem powszednim, ale mania jakby o mnie zapomniała….tak mi się wydawało. Do wczoraj. Wieczorem zaczął się nakręt, nie mogłam zasnąć do późnych godzin nocnych. Jak to w stanach podwyższonych, obejmował wiele poziomów energii – umysłowej (plany, plany, plany, jakich to wspaniałych rzeczy wkrótce dokonam!), fizycznej (nieustannie obracam się z boku na bok, mam więcej energii niż w dzień, wstaję, kładę się znowu, wstaję, podjadam, kładę się, wstaję, idę na papierosa, kładę się, wstaję…) i seksualnej (poskąpię opisów).

Odmiana choroby dwubiegunowej z szybką lub ultraszybką zmianą faz tak właśnie wygląda. Na przestrzeni jednego dnia przeżywam to, co w większości przypadków choroby rozkłada się na miesiące lub nawet lata. Powinnam być bardzo zmęczona, ale o dziwo nie jestem – co mnie trochę martwi. Może wyczerpanie lub „zwyczajna” faza depresyjna przyjdzie później; znów nie będę miała siły wyjść z łóżka, czytać czy mówić.

Mój wykres nastrojów wygląda jak typowy rollecoaster, w którym przeważają zjazdy. Dziwne, że nie kręci mi się w głowie ani nie jest mi niedobrze.

Niestety nie mogę z niego wysiąść.

Well – it has been better. I spend my time in bed for hours, more and more. Yesterday I managed to get out of it and go on a hike, although I had to fight a lot with myself to even leave the house. The physical effort helped me, as usual. But more often, curled up under a blanket, in a dark room with the shutters slammed to keep the sun away, I try to disappear – and I’m pretty good at it. Disappearing is very useful. Nothing to do, nothing to want, nothing to be desired; you can even forget about anxiety, fears and tension for a moment. I blend with the sheets, I breathe shallowly, minimally; I cover my head, close my eyes and I’m just gone.

I thought yesterday that I don’t remember the last time I had a hypomanic phase. Depression becomes a daily bread, but mania seems to have forgotten about me… I thought so. Till yesterday. The „turned-on” phase started in the evening, I could not fall sleep until very late at night. As it does in elevated states, it involved many levels of energy – mental (plans, plans, plans, what wonderful things I will soon do!), physical (I constantly turn from side to side, I have more energy than during a day, I get up, lie down again, I get up, eat, lie down, get up, go for a cigarette, lie down, get up …) and sexual (I will spare you the descriptions).

This is what the core of bipolar disorder is, in the case of rapid or ultrafast phase changes type. Over the course of one day, I experience what, in most cases of disease, is spread over months or even years. I should be very tired, but surprisingly I’m not – which worries me a bit. Maybe exhaustion or the „usual” depressive phase will come later; I won’t have the strength to get out of bed again, to read or to speak.

My mood chart looks like a typical rollecoaster where the „downs” dominate. It’s really interesting that I don’t feel dizzy or sick.

Unfortunately, I can’t get off it.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.