Zaufaj swoim czułkom / Trust your tentacles

(ENG.below) Dzisiejszy poranek był ciężki, zachmurzony myślami samobójczymi. Zebrałam się i pojechaliśmy w góry, bo wiem, że wysiłek fizyczny w moim przypadku zwykle – przynajmniej na kilka godzin – przepędza depresję. W samochodzie płakałam z bezsilności; miałam wrażenie, że ciężar choroby tak mnie przygniata, że nie dam rady wysiąść. Mimo wszystko, dałam radę. Byłoby wspaniale, gdyby wszystkie „dałam radę” sumowały się do jakiejś wielkiej kumulacji, którą mogłabym przywoływać w trudnych chwilach, by się nią podeprzeć. Jednakże depresja ma to do siebie, że zapomina. Nie ma nic oprócz bieżącej chwili, a ta jest czarna. Nie potrafię zawołać siebie samej na pomoc. Nie umiem sobie pomóc.

Wczoraj, mimo stanów depresyjnych, odwiedziliśmy znajomych. Poruszanie maskowatą twarzą zgodnie z tym, jak powinien reagować człowiek zdrowy, słuchanie, reagowanie, odpowiadanie, przetwarzanie bodźców sprawiło, że – mimo, że było bardzo miło! – po dwóch godzinach mój mózg wysłał mi sygnał, że oto właśnie odłącza mi zasilanie. Doczłapałam do samochodu. Zwaliłam się do łóżka. I przez trzy godziny nie mogłam zasnąć.

Napisała dziś do mnie koleżanka, która od jakiegoś czasu wysyła mi „Eksperymentalny Sygnał Dobra”; chciałaby podzielić się moim blogiem ze znajomymi psychoterapeutami. Ten sygnał – to tak, jakbym co kilka dni dostawała bukiecik konwalii. Beti, wiem, że to czytasz, i bardzo ci dziękuję! Widzę też na Facebooku, że całkiem spora grupa osób kibicuje moim jogowo-biegowym wysiłkom, które, mam wrażenie, ratują mi życie – są medytacją w ruchu, chwilą głębokiego kontaktu z ciałem, doświadczeniem nieoceniającej własnej obecności i koncentracji. W trakcie biegania nie ma miejsca na myśli samobójcze, bo całe miejsce zajęte jest przez krok i rytm. W trakcie jogi skupiam się na rozciąganiu mięśni i poznaję swoją powracającą siłę. Niespodziewane zmniejszenie osamotnienia poprzez obecność dobrych duszków w sieci powoduje, że serce z lodowej pięści zmienia mi się w otwartą dłoń. Nieśmiało ją wysuwam, ale widzę, że w moim kierunku wysuwają się dłonie innych. I wiecie co? Daje mi to takie oparcie, że brak mi słów, by je opisać. A mi rzadko brakuje słów.

Dziś odwołałam swoją imprezę urodzinową. Wyobrażenie wysiłku, jaki kosztuje jej organizacja i przebieg, sprawiało, że kuliłam się w sobie. A jak można kulić się w sobie na myśl o własnych urodzinach?…Postanowiłam zamienić imprezę na rozłożone na wiele tygodni spotkania indywidualne z ludźmi, z którymi lubię być. Bardzo mi ulżyło.

Czasem trzeba zaufać swoim czułkom!

This morning was hard, clouded by suicidal thoughts. I pulled myself together and went for a hike because I know that physical effort in my case usually – at least for a few hours – drives depression away. I cried helplessly in the car; I had the impression that the burden of the disease overwhelms me so much that I won’t be able to get out of the vehicle. After all, I manager to do it. It would be great if all of the „I managed!” added up to some great, positive pile which I could recall in difficult moments to support myself. Depression, however, always forgets. There is nothing but the current moment, and this one is black. I can’t call myself to help. I can’t help myself.

Yesterday, despite the depressive states, we visited our friends. Moving the masked face in accordance with how a healthy person should react, listening, responding, answering, processing of stimuli caused that – despite the fact that the meeting was very nice! – after two hours my brain sent me a signal that it was just turning off my power. I manager to crawl back into the car. I went directly to  bed. And for three hours I couldn’t fall asleep.

A friend wrote to me today, who for some time has been sending me the „Support Signals”; she would like to share my blog with her friends, psychotherapists. This signal is like getting a bunch of lily of the valley every few days. Beti, I know you’re reading this, and thank you so much! I also see on Facebook that quite a large group of people supports my yogic-running efforts, which, as I feel it, are saving my life – they are meditation in motion, a moment of deep contact with the body, an experience of non-judgmental self-presence and concentration. While running, there is no room for suicidal thoughts, because the whole place is occupied by step and rhythm. During yoga, I focus on stretching muscles and learn about my returning strength. The unexpected reduction of loneliness due to the presence of good spirits in the web makes my heart turn from an ice fist into an open hand. I shyly reach out, but I see that the hands of others are also waving towards me. And you know what? It gives me such support that I have no words to describe it. And I rarely miss words.

Today I canceled my birthday party. Imagining the effort that costs its organization and course made me cringe. And how can you cringe at the thought of your own birthday? … I decided to change the party into individual meetings spread over many weeks; „dates” with people I like to be with. I was relieved.

Sometimes you just need to trust your tentacles!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.