Zdruzgotana, pełna nadziei / Devastated, full of hope

(ENG.below) Jest takie angielskie słowo – „devastated“ – które można przetłumaczyć jako „przybita, załamana, zdruzgotana“. Tak się właśnie wczoraj czułam. Nic nie napisałam, nic nie namalowałam, próbując bezskutecznie opędzić się od myśli samobójczych.

Ale po kolei.

Miałam spotkanie z ordynatorką i lekarzami – ich pomysłem było przeprowadzenie mnie przez atak psychotyczny BEZ udziału leków. Byłam chętna spróbować; takiego rozwiązania nikt mi wcześniej nie zaproponował, ciekawość zwyciężyła nad lękiem.

Ale skąd weźmiemy epizod psychotyczny? Nie przychodzą przecież na zawołanie…

Traf chciał, że rozmowa z lekarzami zadziałała jak naciśnięcie spustu stresowego, i atak zdarzył się podczas spotkania. Doktor I. powoli zadawała mi pytania: co się dzieje, co czuję, co myślę, dlaczego; czego potrzebuję. Moje ręce, początkowo zaciśnięte na oparciu fotela, stopniowo się rozluźniały; łzy spływały mi po twarzy ze strachu i napięcia, a później z ulgi; oczy, rozszerzone przerażeniem, wracały do normy. Udało się!!! Bez interwencji farmakologicznej! Zdaniem doktor I., w moim zasięgu jest samodzielne wyprowadzanie się z epizodów. Od początku choroby przed kilkoma laty nikt nie dał mi tyle nadziei. Gdybym nie była zmęczona po tym eksperymencie, wpadłabym pewnie w euforię. Zamiast tego położyłam się, ściskając piłeczki rozluźniające.

A potem…poszłam na konsultacje gastrologiczne do szpitala, gdzie dowiedziałam się, że mam zapalenie wątroby, i że powinnam schudnąć dziesięć kilogramów w ciągu pół roku, inaczej będzie krucho. Z moją wątrobą dzieje się to, co z organami ciężkich alkoholików – a to ze względu na zmiany metaboliczne, jakie wywołują moje leki. Grozi mi marskość wątroby.

Ta informacja tak mnie rozbiła – byłam zdruzgotana, „devastated“ – myśląc: jak schudnąć 10kg przy Zyprexie i innych antypsychotykach?…Nie dam rady, to niemożliwe, grozi mi marskość wątroby, a może i nowotwór (wymieniany w czynnikach ryzyka). Nie potrafiłam się z tą diagnozą pogodzić. Leżałam w łóżku i przeżuwałam tę informację, po prostu nie mogąc jej zintegrować, przechodząc przez różne fazy oporu – szok, niedowierzanie, zaprzeczenie i gniew.

A dziś z nieba spadła mi ponownie doktor I., która dowiedziawszy się o zapaleniu i mając w tyle głowy wczorajsze doświadczenie, zdecydowała się zredukować Zyprexę o połowę, docelowo w przyszłym tygodniu – do zera. To oznacza, że nie będzie mnie chronić ŻADEN antypsychotyk.

Ze zdruzgotanej przemieniłam się znów w „mającą nadzieję“, z przygnębionej – w podekscytowaną, i jednocześnie zmęczoną emocjonalnym rollercoasterem.

Zeszłoroczne spodnie, szykujcie się na mniejszy brzuch – nadchodzę!

 

PS. W tyle głowy czai mi się lęk, że bez antypsychotyków zapadnę się w psychozę tak mocno, że już nie wrócę……

There is an English word – „devastated” – that exactly describes my presence in the world yesterday. That’s how I felt. I did not write anything, I did not paint anything, trying to get rid of my suicidal thoughts – in vain.

But first things first.

I had a meeting with the head of the clinic and other doctors – their idea was to lead me through a psychotic attack WITHOUT the intervention of drugs. I was willing to try; nobody has offered me such a solution before, curiosity overcame fear.

But where will we get the psychotic episode from? They do not come when politely asked…

Luckily, the conversation with the doctors worked like pressing a stress trigger, and the attack occurred during the meeting. Doctor I. slowly asked me questions: what is happening, what I feel, what I think, why; what I need. My hands, initially clamped on the back of the chair, gradually relaxed; tears ran down my face in fear and tension and then from relief; eyes, extended with horror, returned to normal. We made it!!! No pharmacological intervention! In the opinion of doctor I., I will be able to withdraw from episodes by myself, working on breathing, mindfullness and senses. From the beginning of the disease a few years ago, nobody gave me so much hope. If I haven’t been tired after this experiment, I would have probably been euphoric. Instead, I laid down, squeezing the stress-reducing rubber balls.

And then … I went to a gastroenterological consultation to the hospital, where I found out that I had hepatitis, and that I should lose ten pounds in half a year. What happened with my liver is what happens to the organs of severe alcoholics – and this is due to the metabolic changes in my body that my drugs cause. I am in danger of liver cirrhosis.

This information crashed me completely – I was „devastated” – thinking: how to lose 10kg with Zyprexa and other antipsychotics? … I can not do it, it’s impossible, I am threatened with cirrhosis and maybe cancer (mentioned in risk factors). I could not reconcile with this diagnosis. I laid in bed and chewed on this information, simply unable to integrate it, going through different phases of resistance – shock, disbelief, denial and anger.

And today, like a guarding angel, doctor I. came back to me, who, having learned about the inflammation and having the experience from yesterday, decided to reduce Zyprexa by half, ultimately next week – to zero. That means I will not be protected by ANY antipsychotic.

From the devastated, I changed again into „hopeful”; from depressed – into excited, and at the same time tired after such an emotional roller coaster.

Last year’s pants, get ready for a smaller belly – I’m coming!

 

PS. Of course at the back of my head I fear that without medication I will fall into psychosis so deeply, that I won’t be able to come back…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.