Zespół stresu opiekuna / Caregiver’s stress syndrom

(ENG.below) Miałam wczoraj zamiar napisać, ale wypadł mi atak psychotyczny. Nastąpił po ostrej kłótni z partnerem – jako że nie potrafiłam pomieścić w sobie jego gniewu i rozgoryczenia, mój system wewnętrzny wypluł komunikat „kernel panic” i się zawiesił. Następnie uruchomił program „Wewnętrzny Oprawca” (trafniejsze określenie niż „Wewnętrzny Krytyk” moim zdaniem) i zaczął malowniczo opisywać powody i sposoby zejścia z tego świata, by nie być już dla nikogo obciążeniem. Historia znana. Zakończenie: Olanzapina, Lorazepam, Stillnox, sen. 

Mój mąż podesłał mi arcyciekawy artykuł: Studium Destrukcji – Depresja w rodzinie (całość po polsku dostępna tutaj https://igimag.pl/2020/01/studium-destrukcji-depresja-w-rodzinie/) Jako że dość rzadko trafiam na „świeży” tekst na temat chorób psychicznych, który oświecałby uliczki, jakimi jeszcze sama nie chodziłam, postanowiłam zagłębić się w ten; moją uwagę przykuł zwłaszcza cytat:

W aspekcie rodzin osób chorych na depresję można mówić o zespole stresu opiekuna. Rodziny (partnerzy, rodzeństwo, rodzice, dzieci) takich chorych po długim czasie funkcjonowania u boku osoby niezdolnej do (w pełni) samodzielnej egzystencji żyją w stałym, silnym napięciu emocjonalnym i fizycznym, często wycofując się z normalnego życia i rezygnując z własnych potrzeb. Określenie to opracowano z myślą o opiekunach osób obłożnie chorych, niedołężnych czy starych, ale ma ono zastosowanie również wtedy, gdy długa, opornie ustępująca i często nieleczona (również z wyboru pacjenta) choroba dezorganizuje życie.

Myślę, że dotyczy on nie tylko osób chorych na depresję, ale w ogóle chorych psychicznie, którzy nie są zdolni do w pełni samodzielnego funkcjonowania. Zespół stresu opiekuna to wypalenie codzienną gotowością do interwencji, niesienia wszystkiego na swoich barkach, czujnością, czy aby dziś nie zdarzy się coś, czego wciąż się boimy; spłyca się nawet sen, bo przecież chora może się obudzić i coś sobie zrobić. To jak życie w wieloletnim stanie wojennym bądź stanie okupacji, przy czym wrogiem jest choroba-okupant, dająca momenty wytchnienia tylko po to, by wrócić ze zdwojoną siłą. Nic więc dziwnego, że od czasu do czasu strona „zdrowa” (czyli, według powyższego opisu, też chora, ale inaczej) wybucha.

„Choroba jednej osoby zabija rodzinę i łączące ją uczucia, sprawia, że zdrowemu żyć się nie chce. Zdrowi ludzie zostają sami, nikt nie chce pomóc i co gorsza, nikt nie wyraża zainteresowana, bo przecież to – tak jak w tych historiach – mąż jest chory, a nie żona. W gruncie rzeczy nawet nie wiem kto z nich choruje bardziej…”

Nie wiem czy wiesz, ale w Polsce od 2010 liczba udanych samobójstw podwoiła się. Dla mnie oznacza to, że nie znamy konstruktywnych strategii radzenia sobie z chorą rzeczywistością. Nie potrafimy się do niej dostosować, żyć z nią.

Czy w ogóle da się do niej dostosować?…

I was going to write yesterday, but I had a psychotic attack. It followed an intesne quarrel with my partner – as I could not contain his anger and bitterness, my internal system spat out the message „kernel panic” and crashed down. Then it launched the program „Inner Bully” (a more accurate term than „Inner Critic” in my opinion) and began to picturesquely describe the reasons and ways of my leaving this world, so that I would not be a burden to anyone anymore. A well known story. Conclusion: Olanzapine, Lorazepam, Stillnox, sleep.

My husband sent me an extremely interesting article: Study of Destruction – Depression in the family (unfortunately only in Polish available here https://igimag.pl/2020/01/studium-destrukcji-depresja-w-rodzinie/) As I rarely come across a „fresh” text on mental illness that would illuminate streets that I haven’t walked on myself before, I decided to delve into this; my attention was especially drawn to the quote:

In the aspect of families of people suffering from depression, we can talk about caregivers’ stress syndrome. Families (partners, siblings, parents, children) of such patients, after a long time of functioning alongside a person unable to (fully) independently function, live in constant, strong emotional and physical tension, often withdrawing from normal life and giving up their own needs. This term was developed for the caregivers of bedridden, infirm or old people, but it also applies when a long, reluctantly retiring and often untreated (also by patient’s choice) disease disorganizes life.

I think that this description concerns not only people with depression, but generally mentally ill people who are not able to function independently. The caregiver’s stress syndrome is being burnt out with daily readiness to intervene, carry everything on their shoulders, vigilance, because something can happen today that we are still afraid of; even sleep is shallow, because the sick one can wake up and harm herself. It’s like living in a state of martial law or occupation for many years, with the disease being an enemy, giving some time of relief only to return with vengeance. No wonder that from time to time the „healthy” side (that is, according to the above description, also sick, but differently) explodes.

„The illness of one person kills the family and the feelings that connect them, makes you not want to live a healthy life. Healthy people are left alone, no one wants to help, and worse, no one is interested, because, as in these stories, the husband is sick, not his wife. In fact, I don’t even know who gets sick more … „

I don’t know if you know, but in Poland the number of successful suicides has doubled since 2010. For me, this means that we do not know constructive strategies for dealing with sick reality. We can’t adapt to it, live with it.

Can it be adapted to it at all? …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.