Zmodyfikowana / Modified

*ENG.below Spokój to bardzo rzadkie zjawisko w moim życiu. Choć wszyscy lekarze podkreślają: proszę unikać stresu i dużo odpoczywać, nie potrafię się zrelaksować nie wiedząc, w jakim stanie obudzę się następnego dnia. A może nawet popołudnia, bo zdarzyło mi się nie raz, że nastrój spadał po popołudniowej drzemce. Udaję więc bezstresowe życie; nie pracuję, pływam, chodzę z psem, piszę, maluję…raj. Tylko pod spodem wciąż ta niesłychana niepewność: co to będzie? Jak trzeba będzie się do tego zaadaptować?…

Zanim zachorowałam, byłam mistrzynią adaptacji. Prowadziłam zajęcia z grupami; każda grupa to żywy organizm, który zachowuje się po swojemu, nie da się tego przewidzieć ani zaplanować. W dodatku podejście, według którego pracowałam, stawiało raczej na proces niż plan. Byłam więc elastyczna. Bardzo.

Kolejne epizody choroby zmyły ze mnie tę umiejętność. Stresuje mnie potwornie na przykład wyjazd na święta. Lot samolotem. Bycie z innymi. Obecność dzieci – głośna, bo to dzieci przecież. Robienie osobiście zakupów (przerzuciłam się na zakupy internetowe). Rozmowy telefoniczne. Lista jest długa.

Czuję się trochę tak, jakby ktoś siłą zdarł ze mnie skórę, zostawiając same komórki nerwowe, w które najmniejszy bodziec uderza bezpośrednio. Jest mi żal, jest mi wstyd, że taka teraz jestem. Nie podoba mi się to. Chciałabym zbudować wokół siebie jakąś…otulinę, ale nie wiem, jak to zrobić.

Dlatego też myślę o sobie „niepełnosprawna”. Nie, nie jestem pełnosprawna inaczej, ani z niepełnosprawnością, ponieważ cały mój wewnętrzny system, twardy dysk, uległ zmianie. To nie tak, że do tamtej mnie dodano bonus – „zwariowała”; choroba mnie zmodyfikowała.

I taka zmodyfikowana uczę się nowego życia.

Peace is a very rare phenomenon in my life. Although all doctors tell me to avoid stress and rest a lot, I cannot relax without knowing what state I will wake up in the next day. And maybe even afternoon, because it happened to me many times that the mood fell down after an afternoon nap. So I pretend to lead a stress-free life; I do not work, I swim, I walk the dog, I write, I paint … paradise. Only underneath there is this unprecedented uncertainty: how will it be next? How will I have to adapt to it? …

Before I got sick, I was a master of adaptation. I conducted classes with groups; every group is a living organism that behaves in its own way, it can not be predicted or planned. In addition, the approach by which I worked emphasised the process rather than the plan. So I was flexible. Very much.

Subsequent episodes of the disease have removed this skill from me. I am stressed terribly for example by a trip for Christmas. Plane flight. Being with others. Presence of children – loud, because they are children after all. Making purchases personally (I switched to online shopping). Telephone calls. The list is long.

I feel a bit as if someone has forcibly peeled my skin from nme, leaving nerve cells which the smallest stimulus hits directly. I’m sorry, I’m ashamed that I’m like that now. I do not like this. I would like to build some … protection around me, but I do not know how to do it.

That is why I think about myself „disabled”. No, I am not „with disability”, because my whole internal system, the hard disk, has changed. It’s not like a bonus was added to that – oh, by the way, she „went crazy”; the disease has modified me.

And modified I’m learning the new life.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.