zombie i Pollock / zombies and Pollock

(ENG.below) Pierwszy dzień bez Lorazepamu. Zmniejszenie dawki Risperdala po raz drugi – znów o połowę – przyniosło ten zaskakujący efekt. Nie płaczę z napięcia. Nie znikam na dwie godziny, chowając się pod kocem, by nie patrzeć na rzeczywistość, która mnie przerasta. Co więcej, byłam dziś u psychiatry, w aptece, w sklepie i na basenie (otwarli!!!), co w moim przypadku brzmi jak plan dwustuprocentowy. Nic się nie stało. Ziemia się nie rozstąpiła, a ja nie wpadłam w otchłań.

Tymczasem śnił mi się koniec świata. Ludzkość zaczęła zmieniać się w zombie – jedni szybciej, inni wolniej. Należałam do tej uprzywilejowanej grupy. Myśleliśmy, że naszym zadaniem będzie zabić tych „gorszych”, by spowolnić rozprzestanienie się epidemii. Okazało się jednak, że oni…są miłośnikami i koneserami sztuki, wrażliwymi estetami, i właśnie…piszą rozprawkę na temat Pollocka. We śnie zrozumiałam swój błąd.

A jak jest w realu?

Czy choroba zmienia mnie w zombie? Tak często się widzę. Chora, spaczona, niewydarzona, ciężar, przekleństwo; lepiej by było, gdyby mnie nie było. Oddałabym wszystko, by znów być zdrowa. Jednocześnie nigdy przedtem nie żyłam sztuką w takim wymiarze, jak aktualnie; nigdy nie spędzałam dni na malowaniu, godzin na rysowaniu, rozlicznych chwil na oglądaniu starych ilustracji, zachwycającej mnie i uspokajającej sztuki japońskiej czy dzieł artystów-outsiderów. Moja przyjaciółka, która ma do mnie „czuły dystans” zawsze powtarza, że choroba nie pochłonęła mojej esencji. Mój psychiatra – że jestem niesamowicie twórcza, bo choroba przynosi ze sobą bagaż pewnej wrażliwości, „nadwrażliwości” na rzeczywistość, który to bagaż potrafię twórczo spożytkować. „Robisz dobrą robotę” – powtarza doktor, a ja przymierzam do siebie do zdanie i nie jestem pewna, co ma na myśli, bo przypływają do mnie obrazy kobiety ukrytej pod kocami i płaczącej z napięcia. Potem jednak wracam do domu, siadam do biurka i maluję.

Czy byłabym w stanie zabić zombie, którego wzrusza obraz Pollocka?

A ty?…

Myślę, że to początek nowego, czułego wątku w relacji z sobą samą.

The first day without Lorazepam. Reducing the dose of Risperdal a second time – again by half – brought this surprising effect. I don’t cry from tension. I do not disappear for two hours, hiding under a blanket, so as not to look at the reality that overwhelms me. What’s more, I was at a psychiatrist today, in a pharmacy, in a shop and in the swimming pool (they re-opened!!!), which in my case sounds like a two-hundred-percent plan. Nothing happened. The earth did not part, and I did not fall into the abyss.

Meanwhile, I dreamed about the end of the world. Humanity began to turn into zombies – some faster, others slower. I belonged to this privileged group. We thought it would be our task to kill the „worse zombies” to slow down the spread of the epidemic. It turned out, however, that they … are art lovers and connoisseurs, sensitive aesthetes, and they are just … writing a essay on Pollock. In my dream I understood my mistake.

And how is it in real life?

Does illness make me a zombie? I see myself like that so often. Sick, distorted, crooked, a burden, a curse; it would be better if I dissapeared. I would give anything to be healthy again. At the same time, I have never before lived in the realm of art to such an extent like now; I have never spent days painting, hours drawing, countless moments watching old illustrations, delighting me and soothing Japanese art or works by outsider artists. My friend, who has a „tender distance” to me, always repeats that the disease has not consumed my essence. My psychiatrist – that I am incredibly creative, because the disease brings with it a baggage of certain sensitivity, „hypersensitivity” to reality, which I can creatively use. „You are doing a good job,” the doctor repeats, and I’m not sure what he means, because images of a woman hidden under blankets and crying with tension come to me. But then I go home, sit at my desk and paint.

Would I be able to kill a zombie who is moved by Pollock’s painting?

And you?…

I think this is the beginning of a new, sensitive thread in the relationship with myself.

2 odpowiedzi do “zombie i Pollock / zombies and Pollock”

  1. „Chora, spaczona, niewydarzona, ciężar, przekleństwo; lepiej by było, gdyby mnie nie było.”

    Lepiej dla kogo?

    1. Bardzo dobre pytanie, dzięki. Z depresyjnego dna przychodzi mi na myśl: na pewno dla mnie samej (marzenie o uldze), dla moich bliskich (nie będę już ciężarem), dla świata w ogóle (i tak nic nie wnoszę…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.