„życie jest relatywnie głupie” / „life is relatively stupid”

(ENG.below) Od piątku czuję się jak w emocjonalnej pralce. Na horyzoncie pojawiły się, nazwijmy to roboczo, duchy przeszłości – które zadziałały na mnie tak, jakby ktoś wcisnął we mnie czerwony guzik z napisem „ALARM, wszystkie emocje na pokład!” Czuję więc ogromny lęk, napięcie, frustrację, nadzieję, oparcie w sobie, brak oparcia w sobie, strach przed utratą kontroli, zaufanie, że potrafię się kontrolować i obejmować swoje emocje, przepuszczać je przez siebie, nie, że jednak mnie porwą, że zrobię coś głupiego, że zrobię komuś lub sobie krzywdę…Taki miszmasz, jak w pralce właśnie, w której jestem jedną z kolorowych skarpetek nie do pary.

Na sesji terapeutycznej, która na szczęście miała miejsce dzisiaj, rozmawialiśmy o kontroli. Ja o tym, że chciałabym panować nad wszystkimi możliwymi scenariuszami wydarzeń i skierować życie w ten najbardziej mi pasujący, mój psychiatra zaś – naprowadzał mnie mniej lub bardziej skutecznie na myśl, że życia absolutnie nie da się kontrolować. To, że zaczęłam przygodę z medytacją, pomaga mi nie dać się wessać przez odpływ w pralce. Jestem skarpetką nie do pary, ale skarpetką świadomą, hahaha.

Na pożegnanie mój psychiatra uraczył mnie piosenką. Nie byle jaką. Refren brzmi tak: „życie jest relatywnie głupie, jesteś tu i nie wiesz dlaczego”. Naprawdę chciałabym zrozumieć, co chciał mi przez to powiedzieć…Może takie trochę „nie martw się, nic nie ma bowiem większego sensu ani znaczenia”?…Po pierwszym szoku, że specjalista uważa za cenną informację „życie jest relatywnie głupie”, myślę sobie…że to w sumie…uwalniające z powagi, napięcia; pomocne.

Czytam aktualnie książkę o mindfulness (Jon Kabat-Zinn) i natrafiłam na ciekawe zdanie: „nie traktuj swoich myśli osobiście”. Twoje myśli to nie ty, pisze autor; ty jesteś świadomością, która może je obserwować. Nie wiem, czy sam był świadomy, że dla osób z tendencją do derealizacji i dysocjacji może to być trudne do ogarnięcia. Jeśli nie jestem swoimi myślami, nie jestem swoimi emocjami, a nie potrafię się skontaktować ze swoją świadomością – kim jestem? Co zostaje?…

Mimo wszystko próbuję. Dzieje się rzecz niesamowita: wnętrze mnie się śmieje. Śmieje się z uwikłania w dramaty z przeszłości, śmieje się z prób skontrolowania rzeczywistości i wszystkich scenariuszy, śmieje się z gigantycznego napięcia, a nawet z mojej „skarpetkowości w pralce”; lecz śmieje się życzliwie, choć prawdę mówiąc dość nieubłaganie. Wszystkie moje rozterki wydają się po prostu „relatywnie głupie”, niepotrzebne i zdecydowanie nie są mną. Po prostu chwilowo się zaplątałam. A mój środek się śmieje.

(ENG.) Since Friday, I feel like in an emotional washing machine. On the horizon appeared, let’s call it this way, ghost of the past – which event influenced me as if someone had pressed a red button inside me with the words „ALARM, all emotions on board!” So I feel a huge fear, tension, frustration, hope, self-support, lack of support in myself; fear of losing control, trust that I can control myself and embrace my emotions, let them pass through me; that they will kidnap me, that I will do something stupid, that I will hurt someone or myself … Such a mishmash as in a washing machine in which I am one of the colorful mismatched socks.

In the therapy session that thankfully took place today, we talked about control. I said that I would like to control all possible scenarios of events and direct my life to the one that suits me best, and my psychiatrist – led me more or less effectively to the idea that life is absolutely beyond control. The fact that I have started my adventure with meditation helps me not to get sucked in by the drain in the washing machine. I’m a mismatched sock, but a conscious sock – hahaha.

As a farewell, my psychiatrist treated me with a song. Not just any song. The chorus goes like this: „Life is relatively stupid, you are here and you don’t know why.” I would really like to understand what he meant to me by that … Maybe something like „don’t worry, because nothing makes much sense or importance”? … After the first shock that the specialist considers the message „life is relatively stupid” as valuable, I’m thinking…that it is actually… releasing – seriousness, tension; it’s helpful.

I am currently reading a mindfulness book (Jon Kabat-Zinn) and I came across an interesting sentence: „don’t take your thoughts personally”. Your thoughts are not you, writes the author; you are the consciousness that can observe them. I don’t know if he himself was aware that for people with a tendency to derealization and dissociation it can be difficult to grasp. If I am not my thoughts, I am not my emotions, and I cannot contact my awareness – who am I? What’s left? …

I’m trying anyway. An amazing thing is happening: my interior is laughing. It laughs at being entangled in past dramas, laughs at attempts to control reality and all scenarios, laughs at the enormous tension, and even at my „sock in the washing machine”; but he laughs kindly, though quite relentlessly to tell the truth. All my dilemmas just seem „relatively stupid”, unnecessary, and definitely not me. I just got confused for a moment. And my center, my “wise mind”, is laughing.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.