Życie w mniejszości / Life of minority

(ENG.below) Przeczytałam wczoraj fragment obszerniejszego wywiadu z trenerką i wykładowczynią, panią doktor psychologii (w „Wysokich Obcasach”), którego teza brzmiała: gdy żona nie pracuje, partnerstwo w związku jest niemożliwe, ponieważ nie ma ona swojego świata.

Zaskoczyło mnie to, że można mieć swój świat tylko wtedy, gdy się pracuje. Zbiło z tropu i wkurzyło. Po doktor psychologii spodziewałabym się więcej wyobraźni. Cenię sobie mimo wszystko zjawiska, które prowokują mnie do „prowokatywnego myślenia”, więc postanowiłam zagłębić się w moje reakcje.

Nie pracuję od kilku lat. Pisałam już o tym, że nie jest z mojej strony możliwe podjęcie jakiegokolwiek długofalowego zobowiązania, pracy (próbowałam) czy wolontariatu (próbowałam); pies jest wyjątkiem, bo odpowiedzialność za niego rozkładamy się na dwoje. Moja choroba za często mnie odwiedza, bym mogła regularnie uprawiać jakąś „grządkę”, która, zdaniem pani doktor, czyniłaby ze mnie pełnokrwistą partnerkę.

Jednocześnie co jakiś czas odzywa się we mnie depresyjny, deprecjonujący głos, który doskonale współbrzmi z treścią takiego wywiadu: nie masz nic ciekawego do powiedzenia. Nic nie „robisz”, więc równie dobrze mogłabyś nie istnieć. Twój mąż się przy tobie nudzi.

W takich chwilach moje rysunki, moje wpisy blogowe zdają się tylko cieniem „prawdziwych aktywności”, które uprawiają „prawdziwi partnerzy”. Poza pracą nie ma świata, na to wygląda.

Nie wiem, czy będę odosobniona, lecz jak to często robię, zamierzam stać w swoim miejscu z transparentem „MNIEJSZOŚCI MAJĄ ŻYCIE”, i wymownie milczeć.

I read yesterday a fragment of an extensive interview with a trainer and lecturer, a doctor of psychology (in Polish „High Heels”), whose thesis was: when the wife doesn’t have a job, partnership in the relationship is impossible because she has no world of her own.

It surprised me that you can have your world only when you are working. It puzzled me and pissed off. With a psychology doctor, I would expect more imagination. I still appreciate the phenomena that provoke me to „provocative thinking,” so I decided to delve into my reactions.

I have not worked for several years. I have already written about the fact that it is not possible for me to undertake any long-term commitment, work (I tried) or volunteering (I tried); the dog is an exception, because the responsibility for him is not only mine. My illness often visits me so that I can’t really regularly „grow a patch”, which, according to the doctor, would make me a real partner.

At the same time, from time to time, a depressive, depreciating voice echoes in me, which perfectly harmonizes with the content of such an interview: you have nothing interesting to say. You do not „do anything”, so you might as well not exist. Your husband is bored with you.

In such moments my drawings, my blog entries seem to be only a shadow of „real activities” that make up „real partners”. There is no world outside of work, it looks like it.

I do not know if I am isolated in this, but as I often do, I intend to stand in my place with the banner „MINORITIES HAVE LIFE”, and eloquently remain silent.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.