bez zaproszenia / without invitation

(ENG.below) Na moim talerzu są robaki. Jem robaki? Nie nie, to ryż, to ryż. Robaki! Nie nie, ryż. Muszę się uspokoić. Położę się. Robi się coraz dziwniej. Ktoś nam podmienił psa! Mieliśmy przecież innego psa, jacka russela, dlaczego teraz leży z nami chihuhua? Ktoś nam go podrzucił. Gdzie ja jestem? Co jest prawdziwe? Gdzie TAK NAPRAWDĘ jestem? Jestem tutaj? Czy zupełnie gdzie indziej?

1mg Lorazepamu, 10mg Olanzapiny. Sen.

Witamy w psychozie.

Ataki psychotyczne zdarzają mi się teraz kilka razy w tygodniu. Mówię coś, a brzmię zupełnie jak ktoś obcy. Kto to powiedział? Czy na pewno ja? Czy ktoś inny? Kto?

Gdzie ja jestem, jestem tutaj, w swojej sypialni, czy w zupełnie innym kraju, mieście, z kimś innym?

Czy te panie się śmieją ze mnie? A może mnie obgadują? Ludzie dziwnie się na mnie patrzą. Coś z nimi jest nie tak. Coś ze mną jest nie tak?…

Wielkie oczy, przerażone oczy, bo już nie wiem, na czym stoję, na czym mogę się oprzeć, na czym polegać. Mój mózg kreuje powykrzywianą rzeczywistość, która zmienia się jak w kalejdoskopie. Spokój – niepokój. Fakty – urojenia. Boję się zostawać sama w domu. Boję się wyjść z domu. One przecież przychodzą kiedy chcą. Nie da się im powiedzieć, ok, dziś między 20:00 a 21:00 jestem bezpieczna w domu, z mężem, i możecie wtedy mnie odwiedzić, poradzimy sobie. A one na to, wiesz co, my tak wolimy bez zaproszenia.

Czy ja właśnie rozmawiam z własnymi urojeniami?…

Takie ataki trwają u mnie maksymalnie dwie godziny, częściej jednak krócej. Mają różną moc rażenia, wywołują różny poziom lęku, w zależności od zawartości. Mój mąż, pisząc o nich rozdział do książki, nazwał je „Wielkie Oczy”. Tych oczu nie da się pomylić z depresyjnymi, maniakalnymi czy niespokojnymi. To są oczy jak spodki, jak talerze, w szarzejącej twarzy, spoconej albo bladej, zapadniętej.

Następnego dnia mogę je opisać, mogę namalować. Gdy przychodzą – muszę po prostu przetrwać.

There are worms on my plate. Am I eating worms? No no, it’s rice. Worms! No no, rice. I need to calm down. I’ll lie down. It’s getting weirder. Somebody switched our dog! We had another dog, a jack russel, why is there a chihuhua lying with us now? Someone dropped him off. Where am I? What is real? Where am I for real? Am I here? Or somewhere else entirely?

1mg Lorazepam, 10mg Olanzapine. Sleep.

Welcome to psychosis.

Psychotic attacks are now happening to me several times a week. I say something and sound like a complete stranger. Who said it? Is it definitely me? Or someone else? Who?

Where am I, am I here, in my bedroom, or in a completely different country, city, with someone else?

Are these ladies laughing at me? Or are they gossiping about me? People are looking at me strangely. Something is wrong with them. Something is wrong with me…?

Big eyes, frightened eyes, because I no longer know where I stand, what I can lean on, what I can rely on. My brain creates a twisted reality that changes like a kaleidoscope. Calmness – anxiety. Facts – delusions. I am afraid to stay home alone. I am afraid to leave the house. They come whenever they want. It’s impossible to say to them, ok, today between 8 and 9 pm I am safe at home with my husband, and you can visit me then, we can manage. And they say, you know what, we prefer it that way – without an invitation.

Am I just talking to my own delusions…?

Such attacks last for me a maximum of two hours, but more often less. They have varying levels of impact, causing different levels of anxiety, depending on the content. My husband, writing a chapter about them for a book, called them „Big Eyes”. These eyes cannot be mistaken for depressive, manic or anxious. They are eyes like saucers, like plates, in a grey face, sweaty or pale, sunken.

The next day I can describe them, I can paint them. When they come – I just have to survive.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.