leczący gniew / healing anger

(ENG.below) Dawno nie pisałam – a ściślej, nie pisałam tutaj, bo zajmowałam się głównie właśnie pisaniem. Do początku listopada mam zamiar skończyć książkę, która ukaże się w przyszłym roku, pod na razie roboczym tytułem „Artystka przetrwania. Symptomy i strategie.” Jednocześnie rozpoczęły się przesłuchania do napisanej przeze mnie sztuki, która zostanie wystawiona w marcu, oraz pomagałam w przygotowaniach do wystawy (wernisaż w najbliższą sobotę), w której prezentowane będzie około 20 moich prac.

Oczywiście, gdybym była zdrowa, działałabym pewnie na turbodoładowaniu, ekscytacji i radości. Tymczasem jestem – oprócz momentów, gdy biorę głęboki oddech i dociera do mnie, ile właśnie osiągam – głównie spięta, niespokojna, zmartwiona, przerażona, przejęta; wczoraj nastąpiła wielka kumulacja i odpłynęłam najpierw w atak paniki, a następnie symtomy psychotyczne. Nie wiedziałam, czy jestem w domu (byłam), czy na wernisażu (nadchodzi dopiero), czy mam atak psychotyczny na wernisażu albo na przesłuchaniach i wydaje mi się tylko, że jestem w domu; czy mój mąż jest przy mnie (był), czy to kolejne urojenie, i tak dalej. Wzięłam na noc dużą dawnę Olanzapiny i rano obudziłam się spokojniejsza. Byłam w stanie pojechać powiesić resztę moich prac na wystawowym poddaszu.

Równocześnie zachodzi we mnie ciekawy proces, któremu przyglądamy się z moim psychiatrą z dużym zainteresowaniem. Otóż – przez większość czasu czuję się wkurwiona. To naprawdę duża nowość, bo w moim życiu wkurzałam się dotychczas prawie wyłącznie na siebie. A tu nagle – zwrot akcji. Wkurzam się na przyjaciół, na tak zwanych partnerów biznesowych, znajomych, organizatorów, opiekę społeczną, rząd, psa, inne psy goniące bez smyczy; czego się nie dotknę, tam czuję złość. Z tej złości – w tej złości – podejmuję różne działania, których o dziwo się nie boję, jak do tej pory. Staram się jednocześnie myśleć racjonalnie i dokonywać takich wyborów, których nie będę żałować. Jednak ten przypływ mocy, związany z gniewem, jest…hmm. Energetyzujący!

To naprawdę fajne uczucie.

I haven’t written in a while – or, more accurately, I haven’t written here, because I’ve been mostly just writing. By the beginning of November, I intend to finish my book that will be published next year, under the working title for now, „Survival Artist. Symptoms and Strategies.” At the same time, auditions have begun for a play I’ve written and that will be performed in March, and I’ve been helping to prepare an exhibition (opening this Saturday) that will feature about 20 of my works.

Of course, if I were healthy, I’d probably be operating on turbocharged excitement and joy. In the meantime, I am – apart from moments when I take a deep breath and realise how much I have just achieved – mostly tense, anxious, worried, frightened, preoccupied; yesterday there was a great accumulation and I drifted off first into panic attack and then psychotic symtoms. I didn’t know whether I was at home (I was) or at the opening of the exhibition (it is coming in two days), whether I was having a psychotic attack at the opening or at the auditions and it only seemed to me that I was at home; whether my husband was with me (he was) or whether it was another delusion, and so on. I took a large dose of Olanzapine overnight and woke up calmer in the morning. I was able to go and hang the rest of my works in the exhibition loft.

At the same time, an interesting process is taking place in me which my psychiatrist and I are watching with great interest. Well – most of the time I feel pissed off. This is a really big novelty, because so far in my life I have been pissed off almost exclusively at myself. And then suddenly there’s a twist. I’m pissed off at my friends, at so-called business partners, acquaintances, organisers, social services, government, my dog, other dogs chasing me without a leash; whatever I touch, I feel anger there. Out of this anger – in this anger – I take various actions which, surprisingly, don’t scare me out like before. At the same time, I try to think rationally and make choices that I will definitely not regret. However, this surge of power associated with anger is…hmm. Energising!

And it feels so good.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.