pusto / empty

(ENG.below) Skończyły się przesłuchania, spotkania, gale, wystawy…mój psychiatra zapowiadał mi już w zeszłym tygodniu, że na ile mnie zna, pustka po tych wydarzeniach będzie dla mnie większym stresorem niż cały ten wymagający maraton. Od kilku dni jestem niestabilna. Mam momenty, w których odpływam od rzeczywistości; nie jestem pewna, co się dzieje naprawdę, a co jest tylko iluzją. Miewam stany urojeniowe, które na szczęście nie rozwijają się w pełny atak psychotyczny. Dochodzą do tego fazy niepokoju; codziennie biorę Lorazepam. Kilka godzin w ciągu dnia funkcjonuję zwyczajnie, idę na spacer, jadę na wycieczkę…jednak na moich zdjęciach nie widać, że – by być w stanie wyjść z domu bez drgawek lękowych – wzięłam już jedną tabletkę na uspokojenie, a lek antypsychotyczny mam w plecaku. Urojenia nie wybierają sobie bowiem okoliczności.

Kończę pisanie książki, która ma się ukazać w przyszłym roku. Dziś poprawiałam ją po raz czwarty. Nie wiem, czy usiłuję dążyć do jakiegoś idealnego, nieistniejącego rezultatu, zamiast pamiętać, że książka to tylko pewna fotografia zrobiona w danym momencie w czasie, i wystarczy że będzie dostatecznie dobra. Może za rok napisałabym ją inaczej, może nawet i lepiej; lecz w tej chwili jest w porządku w takiej a nie innej formie. Za kilka dni przecież i tak będę musiała się z nią rozstać, wysyłając ją wydawnictwu. To trochę jak z rysowaniem – trzeba wiedzieć, poczuć, kiedy rysunek jest skończony. Ta książka jakoś mimo wszystko nie chce się…zakończyć. Być może najzwyczajniej w świecie ciężko mi się z nią rozstać, bo od kilku miesięcy zapewniała mi kilka godzin aktywności tygodniowo? Boję się tego, jaka luka we mnie pozostanie, gdy ją w końcu wyślę. Oczywiście, później będzie korekta, wybór ilustracji, okładki, i tak dalej…sama próbuję się tymi myślami uspokajać. Lęk przed pustką wydaje się jednak większy. Znam ten lęk i znam tę pustkę. Budują napięcie, które ciężko rozładować.

Przez najbliższy czas będę więc musiała zająć się sobą jak najlepszy rodzic z możliwych. Może pobawimy się w…wakacje? Odpoczywamy, robimy to, co nam sprawia przyjemność, oddychamy, spacerujemy, pływamy, rozmawiamy z przyjaciółmi.

Wewnętrzny Krytyk: pustka i tak cię dopadnie, nie dasz rady.

Opiekuńczy Rodzic: ona zawsze daje sobie radę.

The auditions, meetings, galas, exhibitions are over…my psychiatrist already announced to me last week that as far as he knows me, the void after these events will be a bigger stressor for me than all this demanding marathon. I have been unstable for the past few days. I have moments where I drift away from reality; I am not sure what is really happening and what is just an illusion. I have delusional states which, fortunately, do not develop into full psychotic attacks. There are also phases of anxiety; I take Lorazepam daily. I function normally for a few hours during the day, I go for a walk, I go on a trip… but what you don’t see in my photos is that, in order to be able to leave the house without having anxiety attacks, I have already taken a tranquilliser and I have an antipsychotic in my backpack. Because delusions can come in any circumstances.

I am finishing writing a book to be published next year. Today I revised it for the fourth time. I don’t know if I am trying to strive for some perfect, non-existent result, instead of remembering that a book is just a certain photograph taken at a certain moment in time, and all it needs is to be good enough. Maybe in a year’s time I would have written it differently, maybe even better; but at the moment it is fine in this form and not another. In a few days’ time I’ll have to part with it anyway, sending it off to the publisher. It’s a bit like drawing – you have to know and feel when the drawing is finished. This book somehow doesn’t want to…end. Maybe it’s just hard for me to part with it, because it has provided me with several hours of activity a week for several months? I am afraid of what gap will be left in me when I finally send it away. Of course, then there will be the proofreading, the choice of illustrations, the cover, and so on…I try to reassure myself with these thoughts. The fear of emptiness, however, seems greater. I know that fear and I know that emptiness. They build up a tension that is hard to relieve.

So for the next little while, I’m going to have to take care of myself like the best parent possible. How about we play…holiday? We relax, do what makes us happy, breathe, walk, swim, talk to friends.

Inner Critic: the emptiness will get you anyway, you won’t cope.

Caring Parent: she always copes.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.