sprzedam mózg / brain for sale

(ENG.below) Jestem sobą – nie jestem sobą. Jestem – nie ma mnie. Jestem jakaś, za chwilę zupełnie inna. Mówię głośno – ledwo mówię. Pływam – nie mam siły chodzić. Bryluję w towarzystwie – planuję samobójstwo. Wszystko to nie w przeciągu tygodni, nie dni…ale godzin.

Chcę zapuścić włosy – chcę obciąć włosy. Chcę wyjść z domu – nie mam siły wyjść z domu. Wiem, że rysowanie mi pomoże – nie mam siły sięgnąć po flamaster. Wskakuję do zimnej rzeki – trzy godziny później zalewam się łzami. Próbuję robić ćwiczenia oddechowe – jestem smutna, że oddychanie jest automatyczne. Cieszę się ogromnie, uśmiecham całą sobą, pozuję do zdjęć – dwie godziny później chcę skoczyć z balkonu.

Nie wiem już, która ja to ja. Czy w ogóle jest jakaś ja? Gdzie moje sedno, ziarno mnie? Dlaczego tak się męczę, tak mną szarpie, tak mną miota; moja łódeczka podczas sztormu, canoe mojego ciała z trudem unosi się na falach, lecz mimo wszystko wciąż nie tonie. Nie wczoraj, nie dziś, a więc może i nie jutro?…

Ultraszybka zmiana faz, ta przeklęta odmiana choroby dwubiegunowej. Dysregulacja emocji, ten powykrzywiany, połamany mózg, który najchętniej sprzedałabym do lombardu; może znalazłby się kolekcjoner zepsutych mózgów, a ja dostałabym w końcu rentę i mogła sobie kupić nowy. Lśniący, kolorowy, niezawodny mózg.

I znów chce mi się płakać, głównie nad sobą. Cierpienie ma wiele twarzy, podobnie jak szczęście, za którym w moim życiu drepta nieubłaganie nieszczęście; podobnie jak wysiłek, którego nie widzi nikt poza moim wiernym mężem, pytającym co chwilę „jak mogę ci pomóc? co mogę dla ciebie zrobić? czego teraz potrzebujesz?”

Nie wiem, ja nie wiem. Za chwilę przecież mogę potrzebować czegoś wręcz przeciwnego. Skoro nie czuję ja, nie wiem, co jest w tej sytuacji dla mnie dobre.

A jednak. Szuram jak paralityk i siadam przy biurku, po dwóch Lorazepamach, bo chciałam sobie zrobić krzywdę. Siadam i rysuję.

I jest lepiej.

Na jak długo? Może do wieczora, może do jutra? A może tylko na chwilę.

I am me – I am not me. I am – I am not. I am one version of me, in a moment a completely different one. I speak loudly – I barely speak. I swim – I can’t walk. I am celebrating – I am planning suicide. All this not within weeks, not days…but hours.

I want to grow my hair – I want to cut my hair. I want to leave the house – I don’t have the strength to leave the house. I know drawing will help me – I don’t have the strength to reach for a marker. I jump into a cold river – three hours later I am in tears. I try to do breathing exercises – I am sad that breathing is automatic. I enjoy myself immensely, smile with my whole self, pose for photos – two hours later I want to jump off the balcony.

I don’t know which me is me anymore. Is there any me at all? Where is my core, the seed of me? Why am I so tired, why am I so torn, so tossed about; my boat in the storm, the canoe of my body struggling to float, but still not sinking. Not yesterday, not today, so maybe not tomorrow either….

An ultra-fast change of phases, this cursed type of bipolar disorder. Dysregulation of emotions, this twisted, broken brain that I would love to sell to a pawnshop; maybe there would be a collector of broken brains and I would finally get a pension and be able to buy a new one. A shiny, colourful, reliable brain.

And again I want to cry, mostly over myself. Suffering has many faces, as does happiness, followed inexorably by misery in my life; as does effort, which no one sees except my faithful husband, who asks every now and then „how can I help you? what can I do for you? what do you need right now?”

I don’t know, I don’t know. After all, I may need the opposite in a moment. Since I don’t feel “me”, I don’t know what is right for me in this situation.

And yet. I shuffle like a paralytic and sit down at my desk, after two miligrams of Lorazepam, because I wanted to hurt myself. I sit down and draw.

And it gets better.

For how long? Maybe until tonight, maybe until tomorrow? Or maybe just for a while.

2 odpowiedzi na “sprzedam mózg / brain for sale”

  1. Oh my darling girl. What a torment. How hard to keep spinning as you do . Somewhere deep inside is that shining thing that is that part of you that is whole and never breaks and holds on to hope. I hope you find it soon !
    I love you and I admire your courage more than you know
    Your friend
    Ireentje
    The grieving widow

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.